Szanowni Państwo! Generalnie ta ustawa oczywiście kroczy w dobrym kierunku, natomiast mamy nadwykorzystywanie słowa: deregulacja w pracach polskiego parlamentu. Deregulacja to uproszczenie jakiejś procedury, wyeliminowanie jakiegoś obowiązku albo zmniejszenie ilości sprawozdań, zmniejszenie liczby jakichś przepisów prawnych, które zobowiązują nas do czegoś. To usprawnienie, przyspieszenie, skrócenie, wyeliminowanie. Natomiast my mówimy tylko i wyłącznie o technicznym rozwiązaniu. Mamy cyfryzację, mamy sztuczną inteligencję, mamy coraz więcej różnego typu zabezpieczonych i szyfrowanych komunikatorów, mamy podpisy elektroniczne kwalifikowane, ale nie tylko. W związku z tym upraszczamy formę komunikacji, dopuszczając komunikację w formie papierowej, tradycyjnej i w formie elektronicznej. To z deregulacją, moi drodzy państwo, nie ma nic wspólnego. Wielokrotnie na tej mównicy podkreślałem, że nadużywa się tego, ponieważ rząd chce pokazać, jaki to on jest otwarty na przedsiębiorców i Polaków, jak to ułatwia nam życie. Tylko, moi drodzy państwo, te wszystkie ustawy deregulacyjne sprawiły, że system prawny jest bardziej zagmatwany, od kiedy zostały wdrożone, niż było to wcześniej. Przykład? Prawo farmaceutyczne. Nawet nie wiem, czy państwo wiecie, że tę samą ustawę zmieniamy piąty albo szósty raz w ciągu ostatniego roku. Proszę sobie wyobrazić, że pierwsza zmiana była miesiąc przed drugą zmianą. Jeszcze nie skończyliśmy pierwszej procedurowej zmiany, a już była druga zmiana. Nie skończyliśmy tych dwóch pierwszych, a już była trzecia zmiana tej samej ustawy. Dwie procedury zmiany były uruchomione, jeszcze nie były zakończone. Zmiany natomiast były kosmetyczne, dosłownie kosmetyczne. Czy nie można byłoby zebrać tego w jednej nowelizacji i w jednym rzucie wdrożyć pięciu czy sześciu rozwiązań? O co jednak chodzi? Chodzi o to, żeby sztucznie rozmnażać ustawy, które nazywamy deregulacyjnymi, bo ktoś kiedyś obiecał, że będzie 300 ustaw, a może 1000, a może 2000. W takim trybie możecie państwo osiągnąć taką liczbę ustaw deregulacyjnych. To nie ma jednak sensu.
To jest złuda. To jest tak naprawdę fatamorgana związana z pojęciem deregulacji. Państwu się wydaje, że tworzycie deregulację
. Wracając ad rem, do tego projektu, powiem, że projekt jest po prostu usprawnieniem możliwości komunikacji, dodatkową jej formą. Oczywiście jest to forma dobrowolna. Mam nadzieję, że Państwowa Inspekcja Pracy i organy państwowe do tego powołane będą to mocno kontrolować. Chodzi o to, żeby duzi pracodawcy nie narzucali małym związkom zawodowym bądź grupom pracowniczym zgrupowanym w różnych stowarzyszeniach formy komunikacji elektronicznej. Są przecież osoby, które preferują dokumenty w formie tradycyjnej. Mam nadzieję, że dobrowolność, która jest ujęta w tej ustawie, będzie silnie przez instytucje nadzoru pilnowana, żeby nie wylać dziecka z kąpielą i nie zaszkodzić tym relacjom. Ponadto bardzo ważne jest to, żeby w układach zbiorowych ustalić formy komunikacji. Chodzi o to, żeby nie było sytuacji, że wysyłamy e-mail na jakiś domniemany, nieustalony wcześniej głównie w ramach jakiejś umowy, nieskonsultowany e-mail, bo e-mail np. wpadnie do spamu. Muszą to być formy jasne i klarowne. Muszą to być ustalone formy państwowe, np. mObywatel, jakieś komunikatory, ePUAP-y, podpisy kwalifikowane, żeby ta komunikacja elektroniczna miała swoją wagę, choćby w przypadku różnych spraw sądowych. To jest istotne. Musi być bardzo wyraźnie powiedziane, podkreślone i ustalone to, gdzie te informacje mają być przesyłane. W związku z tym bardzo pozytywnie oceniamy kierunek usprawnienia, czyli nową, elektroniczną, a nie tylko papierową, formę komunikacji. Państwo jednak nie usuwacie żadnego zobowiązania, żadnego zadania, które muszą wykonywać pracodawcy względem związków zawodowych czy innych organizacji pracowniczych i vice versa. A więc, moi drodzy państwo, nie ma tu ani krzty deregulacji. Pragnę to podkreślić, żeby państwo, którzy nas oglądacie, którzy patrzycie i obserwujecie proces legislacyjny w Polsce, zobaczyli, jak naprawdę ten proces trochę ośmieszamy pracą na tej sali. Jest to przykre, bo naprawdę jest dużo rzeczy do zderegulowania. Wiem, jak pracowała komisja deregulacyjna w tamtej kadencji. Mieliśmy dwie czy trzy duże ustawy, w których w ramach jednej ustawy zmienialiśmy np. 20 ustaw. Nie było tak, że jedną ustawą zmienialiśmy jeden zapis jednej ustawy i tę samą ustawę zmienialiśmy pięć razy, choć jeszcze się nie skończyły poprzednie zmiany. A więc nie fikcja i nie ośmieszanie, moi drodzy państwo, ale po prostu stańmy się poważną izbą refleksji, zadumy i tworzenia dobrego prawa. Przebieg posiedzenia