Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Debata dotycząca zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach toczy się od jakiegoś czasu. Na wprowadzenie tego rodzaju regulacji zdecydowało się w ostatnich latach wiele państw. Problem ten wszędzie wywoływał dyskusję i to dobrze, że dyskusja odbywa się też w Polsce. O potrzebie wprowadzenia tego rodzaju regulacji świadczy chociażby liczba uwag, które wpłynęły w ramach konsultacji społecznych. Było ich dużo, a część z nich - co ciekawe - opracowali sami uczniowie w ramach lekcji edukacji obywatelskiej. Przy okazji widzimy, jak ten przedmiot działa w praktyce. Cieszę się, że w wyniku konsultacji społecznych ważne uwagi zostały uwzględnione, np. dotycząca tego, żeby omawiane regulacje obowiązywały także w szkołach niepublicznych, bo jeżeli decydujemy się na odgórne, centralne uregulowanie tej kwestii, to nie ma powodów, by wprowadzać rozróżnienie ze względu na to, kto prowadzi placówkę. Po co w ogóle należy ograniczyć używanie telefonów komórkowych w szkołach? Decydujący i najbardziej jednoznaczny wydaje się argument dotyczący zdolności do koncentracji, bo badania pokazują jasno, że smartfony, kiedy się ich używa, a także wtedy, kiedy są w zasięgu wzroku, tę koncentrację utrudniają. Kiedy nie ma telefonów w zasięgu ręki, dzieci osiągają lepsze wyniki i dotyczy to przede wszystkim tych dzieci, które i tak mają trudniej, z mniej zamożnych rodzin, z niższym kapitałem kulturowym, które dotychczas gorzej sobie radziły w szkole. Wprowadzenie tego rodzaju ograniczeń można zatem uznać także za formę wyrównywania szans edukacyjnych. Myślę, że jest to jeden z ważnych powodów przemawiających za poparciem tego projektu ustawy. Dotychczas wiele szkół samodzielnie wprowadzało tego rodzaju ograniczenia. Muszę powiedzieć, że długo byłam zwolenniczką właśnie takiego rozwiązania, zakładającego pozostawienie szkołom pewnej swobody. Dlaczego? Dlatego, że telefony są dziś elementem codzienności. Nie oszukujmy się, nie wrócimy do momentu, kiedy naturalne było to, że nikt nie przynosił telefonu do szkoły. To w telefonach sprawdzamy rozkłady jazdy, z komórek dzwonimy do rodziców, kiedy coś zmienia się w planie lekcji. A zatem musi być wyznaczone miejsce, w którym będą przechowywane telefony, i w tym zakresie możliwości szkół są różne. W jednych szkołach są szafki, w innych szkołach nie ma miejsca, żeby je zainstalować. I to - ta logistyka, te praktyczne kwestie będą dużym wyzwaniem. Jednocześnie muszę powiedzieć, że przekonują mnie dzisiaj argumenty, które mówią o potrzebie uregulowania używania telefonów komórkowych w szkołach na poziomie centralnym, bo część środowiska nauczycieli, dyrektorów mówi o tym, że potrzebuje takich jasnych wytycznych. Co najważniejsze i o czym wspominał przedmówca, badania społeczne jasno pokazują, że poparcie dla takich rozwiązań, szczególnie przez ostatnie 2 lata, wyraźnie rośnie. Jeżeli idziemy w tę stronę, to warto zapewnić szkołom wsparcie w zakresie najbardziej praktycznych kwestii dotyczących przechowywania. Potrzebne są też jasne zasady dotyczące kontaktu z rodzicami, wykorzystywania smartfonów jako pomocy dydaktycznej. Myślę, że np. po roku funkcjonowania tych przepisów warto będzie zrobić uczciwą ewaluację, czy ta forma przepisów służy nauczycielom, uczniom, czy coś jeszcze trzeba będzie doprecyzować. Do tej pory na świecie były różne podejścia, jeżeli chodzi o regulowanie korzystania z telefonów w szkołach - czy tylko na lekcjach, od jakiego wieku, czy tylko w szkołach podstawowych. Na tym tle ten projekt sytuuje się gdzieś pośrodku i myślę, że to dobrze. Dobrze od tego zacząć. Nie mam wątpliwości, że ta ustawa może ułatwić uczniom naukę, a nauczycielom pracę. Trzeba jednak też jasno powiedzieć, że wszystkich problemów związanych z nadmiernym korzystaniem z ekranu, z Internetu nie rozwiąże. Samo usunięcie smartfonów ze szkoły nie sprawi, że dzieci nagle np. zaczną być bardziej aktywne fizycznie czy będą miały lepsze relacje. Do tego potrzeba przestrzeni, czasami potrzeba też po prostu dłuższych przerw. Ważne, żeby w polskiej szkole nie tracić tego z oczu. Kolejna kwestia to są zagrożenia związane z samym dostępem dzieci do mediów społecznościowych, do nieodpowiednich treści. Obraz wyłaniający się z raportu ˝Internet dzieci 2026˝ przygotowanego przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa jest straszny. Ponad połowa dzieci poniżej 12. roku życia ma dostęp do mediów społecznościowych, a 1/3 dzieci w wieku od 7 do 14 lat miała kontakt z treściami pornograficznymi. I tutaj to nasza, polityków, jest odpowiedzialność, żeby wdrożyć te regulacje. Przeszła przez Sejm ustawa o patostreamingu, edukacja zdrowotna z elementami higieny cyfrowej nareszcie staje się obowiązkowa.
