Zamiast przestrzegania prawa - znów cytuję - do kształtowania własnego stroju i wyglądu mamy niekończące się komentarze nauczycieli, które czasami zwyczajnie ranią.
Poseł Olko poparła projekt o prawach uczniów, wskazując na potrzebę ochrony przed przemocą i nadmiernymi komentarzami.
Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Dziękuję za przesunięcie mnie na koniec. Nie było mnie na początku dyskusji, bo prowadziłam posiedzenie podkomisji nauki. To tytułem nawiązania do jakichś dziwnych uwag posła Sachajki. Zacznę od tego, że bardzo się cieszę, że zaczynamy w parlamencie pracę nad projektem, który w centrum stawia uczniów i uczennice i to, jak są w polskiej szkole traktowani. Nad projektem, który jasno wskazuje, że uczniowie mają nie tylko obowiązki, ale też prawa i że szkoła to jest instytucja, która nie tylko wymaga, ale także powinna respektować wolność uczniów od przemocy, ale też do posiadania własnej opinii, zabierania głosu. Ten projekt jest efektem nie tylko pracy ministerstwa i specjalnie stworzonego zespołu, którym należą się wyrazy uznania za to, że pierwszy raz nad takim projektem procedujemy, ale także działań organizacji uczniowskich, młodzieżowych, które od lat walczą i zwiększają świadomość w tym zakresie. Polska Rada Organizacji Młodzieżowych, Varia Posnania, Stowarzyszenie Umarłych Statutów, Kogutorium i Stowarzyszenie Precedens to tylko niektóre z nich. Ich działalność i to, że takie organizacje powstają, pokazują najlepiej, że istnieje potrzeba potraktowania uczniów jako grupy szczególnej, której prawa powinny być opisane w sposób bardziej szczegółowy. Dlaczego szczególnej? Ponieważ z jednej strony funkcjonuje ona w ramach instytucji, która ze swojej natury jest hierarchiczna, ale z drugiej strony jest to grupa ludzi młodych, wśród których są jednocześnie dzieci, małe dzieci i osoby pełnoletnie. Dowodów na to, że potrzebujemy takiej ustawy i takich regulacji, niestety dostarcza samo życie, bo co jakiś czas media obiegają oburzające historie. To np. niedawna historia z Krakowa, kiedy dyrektor jednego z liceów w trakcie lekcji kazał uczniowi ogolić głowę na łyso. Smutna rzeczywistość jest taka, że oprócz tych rażących, głośnych przypadków do naruszeń dochodzi codziennie. Uzależnianie oceny z zachowania od wyglądu albo mieszanie jej z ocenami przedmiotowymi, bezpodstawne konfiskowanie przedmiotów i nawet przemoc psychiczna to zjawiska, które występują w szkołach powszechnie. Wynika to z danych rzecznika praw dziecka i z raportu Stowarzyszenia Umarłych Statutów. Niekiedy dochodzi też, choć na szczęście nie tak często jak do przemocy psychicznej, do przemocy fizycznej. Ustawa, nad którą dzisiaj procedujemy, przede wszystkim porządkuje stan prawny. Do tej pory te kwestie były regulowane przez szkolne statuty. Dobrze, że szkoły mają tutaj przestrzeń, ale powodowało to też chaos. Te statuty się często od siebie różniły i często były traktowane jako dokumenty w praktyce nic nieznaczące. A czasami, na co zwracał uwagę rzecznik praw obywatelskich, zapisy w statutach po prostu były niezgodne z polskim prawem. Już słyszeliśmy, że prawa strona sali ma wątpliwości, po co w ogóle to robić, że to jest - olaboga - przeregulowanie, nie wiadomo po co. Odpowiedź na pytanie: po co, jest bardzo prosta. Choćby prawo - jak określono w ustawie, więc cytuję - do zachowania odpowiednich proporcji między wysiłkiem szkolnym a czasem wolnym i rozwojem własnych zainteresowań nie jest dzisiaj w szkole oczywistością.
