Jak można pogodzić tę deklarację z nowymi obowiązkami, terminami, raportowaniem i możliwymi inwestycjami po stronie samorządów?
PiS krytykuje nadregulację w nowelizacji Prawa wodnego i składa poprawkę.
Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Mam zaszczyt przedstawić stanowisko w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. Wysoka Izbo! Procedujemy dzisiaj nad projektem kolejnej nowelizacji ustawy Prawo wodne, druk nr 2866. Przedstawiany on jest jako konieczne wykonanie dyrektywy dotyczącej jakości wody w kąpieliskach. Trzeba jasno powiedzieć, że nie jest to pierwsze wdrożenie tej dyrektywy. Polska implementowała ją już w 2010 r., a odpowiednie rozwiązania znalazły się również w przepisach Prawa wodnego z 2017 r. Dzisiaj rząd pod pozorem naprawiania wskazanych nieprawidłowości proponuje jednak przepisy wykraczające poza literalne wymagania prawa europejskiego. Musimy również postawić pytanie, czy pod pozorem harmonizacji prawa w Unii Europejskiej nie ogranicza się nadmiernie swobody państw członkowskich w regulowaniu spraw należących do ich kompetencji. Ochrona zdrowia osób korzystających z kąpielisk oraz zapewnienie właściwej jakości wód są celami, które zasługują oczywiście na pełne poparcie. Dyrektywa określa cele, natomiast rząd tworzy dodatkową krajową biurokrację, nowe procedury, kolejne obowiązki informacyjne oraz sztywne terminy, których dyrektywa wprost nie przewiduje. A przecież obecny rząd miał deregulować wszystkie procesy. W projekcie wskazano termin 31 stycznia na przekazywanie informacji głównego inspektora sanitarnego. W dwóch odrębnych przepisach wprowadzono terminy 30-dniowe, a wojewoda ma zawiadamiać władze innego państwa niezwłocznie, nie później niż w ciągu 2 dni. Ani termin 31 stycznia, ani terminy 30-dniowe, ani maksymalny termin 2 dni nie wynikają wprost z dyrektywy. Jest to nadregulacja. Są to autonomiczne decyzje rządu koalicji 13 grudnia. Powstaje więc pytanie, dlaczego przy okazji korygowania implementacji prawa europejskiego nakłada się na polskie instytucje dodatkowe obowiązki, których Unia Europejska od nas nie wymaga. Jeszcze poważniejsze wątpliwości budzi projektowany art. 46a. Nakazuje on właściwym organom podejmowanie praktycznych i proporcjonalnych środków na rzecz poprawy jakości wody. Brzmi to ogólnie, ale w praktyce może oznaczać dla samorządów konieczność rozbudowy kanalizacji, modernizację oczyszczalni, uszczelnienie systemów odprowadzania ścieków oraz realizację lokalnych programów ochrony wód. A gdzie są środki na wykonywanie tych zadań? Gdzie jest rzetelna ocena tych kosztów? Dlaczego rząd nakłada potencjalne kosztowne obowiązki, nie wskazując żadnego źródła ich finansowania? Szczególnie bulwersujące jest to, że w ocenie skutków regulacji rząd twierdzi, iż projekt nie spowoduje obciążeń administracyjnych dla podmiotów.
