Gdyby ta dyrektywa obowiązywała w naszym kraju już wcześniej, gdyby państwo polskie miało odpowiednie instrumenty, Rafał Brzoska nie musiałby tego robić.
KO popiera projekt wdrażający DSA, krytykując weto prezydenta.
Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam zaszczyt w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej przedstawić stanowisko wobec rządowego projektu ustaw o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw, zawartego w druku nr 2693. Projekt służy wykonaniu aktu o usługach cyfrowych, tzw. DSA. Co do kierunku tej regulacji nie mamy wątpliwości. Polska potrzebuje sprawnych procedur reagowania na nielegalne treści w Internecie. Ale procedury te muszą jednocześnie chronić prawa użytkowników i podlegać skutecznej kontroli sądowej. Projekt wypełnia tę lukę w postaci braku szczególnej procedury wystawiania nakazów wobec nielegalnych treści. Prezydenckie weto zatrzymało poprzednią ustawę, ale nie zniosło potrzeby stosowania DSA. Druk nr 2693 zachowuje ją i jej procedury nakazowe, ujmując je na węższym, wyspecjalizowanym poziomie. W samym mechanizmie nakazowym zachowano podstawowe rozwiązania znane z poprzedniej ustawy: wniosek rozpatrywany przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej albo przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji decyzją administracyjną, rejestr domen oraz możliwości wniesienia sprzeciwu do sądu powszechnego. Projekt wymaga, by dowody w sposób niebudzący wątpliwości świadczyły o nielegalnym charakterze treści, a osoby rozpatrujące wnioski działały bezstronnie i neutralnie politycznie. Projekt zawiera jednak rozwiązania, które wymagają wyraźnego odnotowania. Po pierwsze, projekt rozszerza katalog treści objętych nakazem o treści, których rozpowszechnianie może wyczerpać znamiona czynów zabronionych określonych w art. 264 Kodeksu Karnego, związanych z nielegalnym przekraczaniem granic oraz umożliwieniem lub ułatwieniem nielegalnego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. To jest coś nowego w odróżnieniu od poprzedniego projektu. Po drugie, zmienia się przesłanka przywrócenia legalności treści. W zawetowanej ustawie sama legalność treści mogła stanowić podstawę usunięcia ograniczenia. Obecny projekt wymaga, aby legalność treści była połączona z ustaleniami, a jej usunięcie nie stanowiło nadmiernej ingerencji w swobodę wypowiedzi usługobiorcy. Odrębną sprawą pozostaje oczywisty błąd dostawcy. Przepisy tworzą więc bezpośrednią podstawę ochronną użytkownika przed nieproporcjonalnym usunięciem legalności treści. Po trzecie, projekt wzmacnia szybkość działania organów państwa w sprawach dotyczących przestępstw seksualnych przeciwko małoletnim. Dla wskazanych kategorii treści przewidziano natychmiastową wykonalność decyzji. To rozwiązanie służy szybkiej ochronie dzieci. Jednocześnie projekt zachowuje sądową kontrolę i zobowiązuje organ do przekazania sprzeciwu wraz z aktami do sądu w terminie 2 dni. Projekt zmienia również mechanizmy rejestru domen. Gdy brakuje skutecznych środków wykonania decyzji, właściwy organ może uruchomić ten mechanizm. Jeśli decyzję wydał prezes UKE, wpis domeny następuje z urzędu. Po uchyleniu lub odpowiedniej zmianie decyzji prezes UKE ma obowiązek niezłocznie wykreślić wpis. Wysoka Izbo! Przepisy chroniące polskich obywateli powinny już działać bardzo długo, ale poprzednia ustawa została zawetowana i dzisiaj my, Polacy, w odróżnieniu od mieszkańców większości krajów Europy, krajów Unii Europejskiej, tej ochrony nie mamy. Dzisiaj przykładem, który jest na ustach wszystkich, jest Rafał Brzoska, który dzisiaj sądzi się z Metą. Jest on dla wielu bohaterem i nie ma się co dziwić, bo rzeczywiście walczy on nie tylko o swój wizerunek, ale też w imieniu innych, często również lekarzy, przy pomocy których, czy ich wizerunków, sprzedawane są różne medykamenty jako cudowne leki. Walczy też o tych, którzy są oszukiwani jako ofiary nabywcy tych usług.
