Przedstawienie sprawozdania komisji o ustawie dot. praw obywateli w internecie.
Pełna wypowiedź
5 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Mam zaszczyt przedstawić sprawozdanie Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw. Projekt został skierowany do komisji 17 czerwca br. Komisja przeprowadziła pierwsze czytanie i rozpatrzyła projekt na posiedzeniach 16 i 29 lipca. Komisja rekomenduje Wysokiej Izbie jego przyjęcie. Wysoka Izbo! To jest ustawa dotycząca technologii, ale przede wszystkim dotycząca praw obywatela w Internecie. Musimy dzisiaj odpowiedzieć na dwa problemy. Po pierwsze, co zrobić, kiedy w Internecie znajduje się treść bezprawna, krzywdząca obywatela, a platforma nie reaguje. Po drugie, co zrobić, kiedy to sama platforma usuwa legalną treść albo niesłusznie nakłada ograniczenia na użytkownika. Projekt odpowiada na oba problemy. Jeżeli platforma usunie legalną treść lub nałoży na użytkownika ograniczenie, będzie on mógł wystąpić o wydanie nakazu usunięcia tych ograniczeń. Będzie to możliwe, jeśli opublikowana informacja nie stanowi nielegalnej treści, a jej usunięcie było nadmierną ingerencją w swobodę wypowiedzi, albo jeżeli w sposób oczywisty ograniczenie zostało nałożone w wyniku błędu dostawcy usługi hostingu. To fundamentalna zmiana. Obywatel nie będzie zdany wyłącznie na formularz odwoławczy, stworzony przez tę samą globalną platformę, która wcześniej podjęła wobec niego decyzję. Powstaje niezależna od platformy krajowa droga prawna. Jest to odpowiedź na realny problem. W lutym tego roku prezes UOKiK postawił jednej ze spółek big techów zarzuty dotyczące sposobu, w jaki użytkownicy jednej z platform społecznościowych mogą uzyskać pomoc w sytuacjach problemowych. Urząd mówił wręcz o labiryncie formularzy. W sierpniu szeroko komentowana była również sprawa pana Rafała Brzoski, który informował o czasowym zablokowaniu swojego konta na Instagramie. Nie przesądzając przyczyn tej konkretnej decyzji, przypadek ten pokazuje, jak ogromną mamy asymetrię pomiędzy użytkownikiem a globalną platformą. Wysoka Izbo! Drugi mechanizm działa w przeciwnym kierunku. Państwo otrzymuje możliwość skutecznej reakcji na określone nielegalne treści. Podkreślam: określone nielegalne treści. I chcę bardzo mocno podkreślić, że ustawa nie pozwala urzędnikowi blokować dowolnej wypowiedzi, którą uzna za kontrowersyjną, obraźliwą czy politycznie niewygodną. Projekt określa zamknięty katalog przypadków, w których można uruchomić procedurę blokowania. Obejmuje on m.in. treści związane z groźbami karalnymi, handlem ludźmi, bezprawnym rozpowszechnianiem intymnego wizerunku, seksualnym wykorzystaniem dzieci i groomingiem, określonymi treściami pornograficznymi, fałszywymi alarmami, przestępstwami motywanymi nienawiścią i oszustwami, w tym komputerowymi. Obejmuje również wskazane w ustawie naruszenia prawa autorskiego i własności przemysłowej, określone przypadki nielegalnej sprzedaży towarów i świadczenia usług oraz nawoływanie do popełnienia wskazanych czynów zabronionych. Nie wystarczy więc, że wypowiedź jest kontrowersyjna. Musi istnieć konkretna podstawa prawna, wskazana przez ustawodawcę. Co więcej, organ może nakazać zablokowanie treści dopiero wtedy, gdy zgromadzone dowody w sposób niebudzący wątpliwości świadczą o jej nielegalnym charakterze. No i kto podejmuje decyzję? To też ważna kwestia. W przypadku treści występujących na platformach udostępniania wideo właściwy będzie oczywiście przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a w pozostałych przypadkach - prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Użytkownik, który opublikował kwestionowaną treść, otrzymuje możliwość przedstawienia swojego stanowiska. Nie mamy więc do czynienia z procedurą, w której treść jest oceniana bez wysłuchania jej autora. Teraz jeden z najważniejszych bezpieczników całego projektu - kontrola sądowa. Od decyzji prezesa UKE lub przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji strona może w terminie 14 dni wnieść sprzeciw do sądu powszechnego. Projekt został skonstruowany tak, aby co do zasady strona mogła skorzystać z kontroli sądowej bez konieczności wcześniejszego ponoszenia skutków wykonywania kwestionowanej decyzji. Nie tworzy się więc modelu, w którym urzędnik blokuje wypowiedź, a obywatel może dopiero później próbować dochodzić swoich praw przed sądem. Jest jeden szczególny, ważny wyjątek. W przypadku najpoważniejszych treści związanych z seksualnym wykorzystaniem małoletnich, wskazanych w art. 200 § 3 i 5, art. 200a i art. 200b Kodeksu karnego, decyzji nadaje się rygor natychmiastowej wykonalności. Chronimy więc prawo do sądu i wolności wypowiedzi, ale tam, gdzie chodzi o ochronę dzieci przed najpoważniejszymi przestępstwami, reakcja musi być natychmiastowa. Projekt wprowadza jeszcze jeden szczególny bezpiecznik. W sprawach dotyczących treści mogących wypełniać znamiona czynów z art. 119 § 1, art. 256, § 1-2 lub art. 257 Kodeksu karnego, a więc m.in. określonych przestępstw motywowanych nienawiścią czy nawoływaniem do nienawiści, ostatecznej decyzji o blokadzie nie podejmuje organ administracyjny. UKE albo przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przeprowadza postępowanie i przekazuje sprawę do sądu powszechnego. To sąd decyduje, czy dostęp do treści należy uniemożliwić. Ma na to 14 dni, a od jego postanowienia przysługuje zażalenie. Wysoka Izbo! Projekt przewiduje również możliwość zablokowania całej domeny internetowej, ale to jest rozwiązanie ostateczne. Nie można zablokować całego portalu, dlatego że znalazł się na nim jeden bezprawny wpis. Mechanizm może zostać zastosowany m.in. wtedy, gdy strona stale w przeważającym zakresie służy rozpowszechnianiu nielegalnych treści, gdy zablokowanie konkretnego materiału jest technicznie niemożliwe albo oczywiście nieskuteczne lub gdy wcześniejsza decyzja nie została wykonana mimo dodatkowego wezwania. Wysoka Izbo! Sens tej ustawy można sprowadzić do jednej zasady: w Internecie musi istnieć równowaga. Państwo musi skutecznie reagować na rzeczywiście nielegalne treści, ale obywatel musi być jednocześnie chroniony przed błędną lub nadmierną ingerencją prywatnej platformy w jego legalną wypowiedź. Nie chcemy zastępować arbitralności globalnych platform arbitralnością administracji publicznej. Dlatego mamy zamknięty katalog przypadków, wysoki standard dowodowy, prawo autora treści do przedstawienia stanowiska oraz przede wszystkim kontrolę sądu powszechnego. Chodzi o to, aby o prawach polskiego obywatela w Internecie nie decydował wyłącznie regulamin prywatnej korporacji i algorytm. Państwo prawa musi działać również w świecie cyfrowym. Dlatego w imieniu Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii rekomenduję Wysokiej Izbie przyjęcie projektu ustawy. Dziękuję.
