Lewica popiera publiczny bezpłatny dziennik elektroniczny i krytykuje spiskowe teorie prawicy.
Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Zabiję panią uśmiechem, pani poseł, i czułością. Poseł Dorota Olko: Panie Marszałku! Panowie Ministrowie! Wysoka Izbo! Przede wszystkim bardzo się cieszę, że ten projekt powstał i że zmierzamy w kierunku uruchomienia publicznego, bezpłatnego, elektronicznego dziennika lekcyjnego. Myślę, że generalnie jako Polska w zakresie cyfryzacji mamy duże osiągnięcia. Naprawdę nie ma żadnego powodu, żeby państwo nie uzupełniło tej luki. Jeśli jednak chodzi o szkoły, to państwo trochę zostało w tyle i uprzedziły je podmioty prywatne. Nie ma żadnego powodu, żeby tego nie nadrobić i nie wprowadzić usługi, która będzie konkurencyjna wobec tamtych usług, ale także będzie bezpieczna i zintegruje system z mObywatelem czy z SIO. Do tego, że dziennik elektroniczny ma zalety i jest wygodny, chyba dzisiaj nikogo nie trzeba przekonywać. Problemem jest jednak to, że rodzice często muszą płacić za dodatkowe usługi, a szkoły czy organy prowadzące płacą jak gdyby za całość tych usług. Do UOKiK-u wpływały liczne skargi od użytkowników, że rosną ceny tych usług dodatkowych, z których oni korzystają, i mogą jeszcze znacząco wzrosnąć. Nie ma się jednak co dziwić, bo jeżeli mamy praktycznie dwa podmioty, które dostarczają usługę, to mogą one właściwie dowolnie dyktować ceny. Użytkownicy zwracali też uwagę na różnice między aplikacją mobilną a przeglądarką. Myślę, że skargi rodziców nie były dziwne, bo jeżeli mamy w Polsce bezpłatną edukację, to i dostęp do narzędzia, bez którego dzisiaj ta edukacja już właściwie nie może działać, powinien być bezpłatny. Muszę przyznać, że wykazałam się pewną naiwnością, bo wydawało mi się, że to jest tak niekontrowersyjny, tak potrzebny projekt, że on w zasadzie nie wzbudzi wątpliwości. Prawica jednak w czasie posiedzenia komisji często potrafiła zaskoczyć. (Poseł Adam Krzemiński: Ha, ha, ha!) Bardzo się cieszę, że dzisiaj głosy na tej sali są inne, bardziej otwarte na to rozwiązanie. Jednak w czasie posiedzenia komisji pan poseł Dolata np. opowiadał, że dziennik elektroniczny będzie służył agitacji wyborczej. Tak się zastanawiam, czy pan poseł Dolata wypatruje też ulotek wyborczych w e-recepcie albo spodziewa się agitacji wyborczej w funkcji mStłuczka. (Poseł Ewa Szymanowska: Ha, ha, ha!) Rozumiem, że na prawicy prześcigacie się w radykalizmie, ale naprawdę bardzo apeluję, żebyśmy te spiskowe teorie zostawili solistom z tej komisji i poparli to rozwiązanie. To jest rozsądny projekt ułatwiający życie. Przeciwnicy rozwiązania mówili też, że po co nam publiczny dziennik, skoro szkoła jest już scyfryzowana przez podmioty prywatne, a stworzenie dziennika kosztuje. Inwestycje publiczne polegają na tym, że inwestujemy pieniądze w stworzenie publicznej usługi, która będzie działać przez lata, dzięki czemu szkoły i rodzice nie będą ponosić kosztów. Dzisiaj te usługi dostarczają podmioty, które nie działają po kosztach czy w ramach misji społecznej, tylko działają dla zysku. Konkurencja w postaci państwa, usługa dostarczona przez państwo jest po prostu potrzebna. Naprawdę nikt poważny nie powie, bo Konfederacja - jak myślę - może powie, że skoro istnieją prywatne przychodnie, to ma nie istnieć publiczna ochrona zdrowia, a skoro istnieją prywatne firmy ochroniarskie, to ma nie istnieć Policja albo straż miejska. Na tym właśnie polega odpowiedzialność państwa, żeby takie coraz bardziej potrzebne, a wręcz niezbędne, usługi dostarczać, usługi bezpieczne i usługi wygodne. Z dużą radością klub Lewicy popiera ten projekt. Dziękuję.
