Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Po raz kolejny wracamy do wdrożenia aktu o usługach cyfrowych. Poprzednią ustawę pan prezydent Rzeczypospolitej zawetował, na szczęście, bardzo dobrze, ponieważ pod pięknymi hasłami bezpieczeństwa próbowano przemycić rozwiązania, które otwierały drogę do administracyjnego blokowania treści i ograniczania wolności słowa bez wcześniejszego wyroku niezależnego sądu. Konfederacja ostrzegała przed tym od samego początku. Ostrzegaliśmy, że walki z bezprawiem w Internecie nie wolno wykorzystywać do budowy urzędniczej cenzury. Ostrzegaliśmy, że państwo nie może dawać sobie prawa do arbitralnego decydowania o tym, co Polacy mogą publikować, czytać i oglądać. Dzisiaj mamy druk nr 2694. Projekt jest mniej niebezpieczny, trzeba przyznać, niż poprzednia ustawa. Usunięto z niego część najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań, ale nie oszukujmy się, mniej zły projekt nie oznacza jeszcze dobrego prawa. Nadal pozostają w nim poważne luki, nadal brakuje realnych gwarancji dla obywateli, nadal tworzy się uprzywilejowane grupy, którym daje się szczególny wpływ na funkcjonowanie Internetu. Stanowisko Konfederacji jest jasne: nie zgadzamy się ani na samowolę wielkich platform cyfrowych, ani na samowolę państwowych urzędników. Nie chcemy Internetu kontrolowanego przez zagraniczne korporacje, ale nie chcemy też Internetu kontrolowanego przez polityków, administrację i wybrane organizacje nazywane dla niepoznaki zaufanymi podmiotami. Bo kto będzie decydował, komu można zaufać? Kto będzie oceniał, które treści należy usuwać? Kto poniesie odpowiedzialność, gdy konto przedsiębiorcy, dziennikarza, polityka albo zwykłego obywatela zostanie bezpodstawnie zablokowane? Pierwszy problem dotyczy właśnie zaufanych podmiotów sygnalizujących. Projekt przewiduje, że jeśli właściwy organ nie przedstawi w terminie informacji lub opinii, można uznać, że wymóg został spełniony. To jest zupełny absurd. Milczenie urzędu ma być uznawane za pozytywną weryfikację podmiotu, który otrzyma uprzywilejowaną pozycję przy zgłaszaniu treści do usunięcia. Zaufania nie przyznaje się przez milczenie, szanowni państwo. Zaufanie trzeba uzasadnić, sprawdzić i potwierdzić. Dlatego domagamy się, aby przyznanie tego statusu wymagało jednoznacznie pozytywnej informacji albo opinii właściwych służb i organów. Ten sam problem dotyczy zweryfikowanych badaczy, którzy mogą uzyskiwać dostęp do danych znajdujących się w posiadaniu platform. Tu również brak odpowiedzi urzędu nie może być uznawany za odpowiedź pozytywną. Mówimy przecież o dostępie do potężnych zbiorów informacji, nierzadko dotyczących zachowań milionów użytkowników. Państwo ma obowiązek te dane chronić, a nie rozdawać do nich dostęp na podstawie urzędniczego automatyzmu. Co więcej, w zaświadczeniu powinno być jasno zapisane, że dane mogą być wykorzystywane wyłącznie do przeprowadzenia konkretnych badań wskazanych we wniosku. Nie do innych projektów, nie do działalności politycznej, nie do tworzenia baz użytkowników, nie do analiz, o których obywatel nigdy się przecież nie dowie. Dostęp dla badaczy nie może oznaczać blankietowego prawa do wykorzystywania danych Polaków. Najpoważniejszy problem dotyczy jednak ochrony obywatela przed bezpodstawną moderacją. Platforma usuwa wpis, blokuje konto, odcina przedsiębiorcę od klientów, usuwa materiał dziennikarski, ogranicza zasięg wypowiedzi w czasie kampanii wyborczej. Co może wtedy zrobić ten zablokowany obywatel? Może iść do sądu, wydać pieniądze na prawnika i czekać miesiącami, często niestety latami, a w tym czasie wybory się kończą, firma ponosi straty, debata publiczna idzie dalej, a bezprawnie, bezpodstawnie usunięta treść przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie w tak długim czasie. To nie jest skuteczna ochrona. To jest fikcja ochrony. Potrzebujemy szybkiej procedury sądowej, krótkich terminów, skutecznego zabezpieczenia roszczenia i możliwości natychmiastowego nakazania przywrócenia treści albo konta. Jeżeli państwo nakłada na obywatela i przedsiębiorców kolejne obowiązki, to musi jednocześnie dać im realne narzędzia obrony przed bezprawiem big techów. Projekt pozwala również nakładać karę pieniężną bezpośrednio na przedstawiciela lub członka personelu dostawcy usługi. Odpowiedzialność konkretnego człowieka nie może opierać się na niejasnych przesłankach i służyć jako instrument nacisku. Prawo ma karać za konkretne, świadome i zawinione działanie, a nie tworzyć atmosferę strachu wśród pracowników. Ten przepis należy usunąć albo radykalnie doprecyzować. Jest też jedna zmiana pozytywna: usunięto dotacje dla zaufanych podmiotów sygnalizujących i innych uprzewilowanych instytucji, i bardzo dobrze. Polacy nie powinni z własnych podatków finansować takich organizacji. Wysoka Izbo! Nie zgadzamy się na wybór pomiędzy cenzurą big techów a cenzurą urzędniczą. Nie zgadzamy się na to, aby obywatel był najsłabszą stroną całego systemu. Nie zgadzamy się na to, aby zagraniczna platforma jednym kliknięciem niszczyła komuś działalność. Ale nie zgadzamy się również na to, aby pod pretekstem wdrażania unijnego rozporządzenia tworzono w Polsce system kontroli wypowiedzi, danych i użytkowników.
- konfrontacyjny · pos. 64
„To 107 mld zł, które zamiast na szpitale, drogi czy edukację przekażemy, oddamy zagranicznym i krajowym bankom tylko za to, że łaskawie pożyczają nam pieniądze na łatanie waszych błędów.”
Krytyka rządu za rekordowy dług i deficyt, wzywa do planu ratunkowego.
- emocjonalny · pos. 64
„Sprawcy tej zbrodni rozproszyli się w gramatycznej mgle. Nie wiadomo, czy winę ponoszą UPA, NKWD, niemieckie Einsatzgruppen, Wehrmacht, czy może przypadkowe działania wojenne.”
Krytyka rządu za pominięcie sprawców UPA na pomniku ofiar w Ostrówkach.
- konfrontacyjny
