Pełna wypowiedź
6 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Proszę pozwolić, że zacznę od wyrażenia przemożnej, chociaż być może nieco naiwnej nadziei, że pan minister jednak za chwilę wróci na tę mównicę i przedstawi Sejmowi kierunki polskiej polityki zagranicznej. To, co mieliśmy bowiem okazję usłyszeć do tej pory, mogło być co najwyżej miałkim, publicystycznym wstępem do zasadniczego wystąpienia, jakiego byśmy oczekiwali od poważnego ministra spraw zagranicznych przedstawiającego poważne exposé. Ale mamy to, co mamy, więc skoro pan minister postanowił w swoim wystąpieniu poruszyć tematy, które zazwyczaj ujmuje się w punkcie: sprawy różne, wolne wnioski, to pokrótce się do nich odniosę. Sporo miejsca pan minister poświęcił Internetowi i walce z szeroko pojętą dezinformacją. I zgadzam się z jednym stwierdzeniem, które padło w tym wystąpieniu, mianowicie: celem wroga jest podzielić i nastawić różne grupy przeciwko sobie. I tak, widzieliśmy niedawno tego przykłady. Widzieliśmy te przykłady, gdy prezes Rady Ministrów postanowił w Internecie obrażać Polaków. Albo widzieliśmy je niespełna rok temu, gdy duża część koalicji rządzącej postanowiła wzbudzać niepokoje społeczne, negując wyniki wyborów prezydenckich i wmawiając części obywateli, że nie zostały one rozstrzygnięte. Tak, zacytuję raz jeszcze pana ministra: celem wroga jest podzielić i nastawić przeciwko sobie różne grupy. Dziwić może tylko, że o walce z dezinformacją mówi akurat bliski przyjaciel Romana Giertycha. Ale myślę jednak, że ten temat nie jest przypadkowy, biorąc pod uwagę niedawne powołanie przez Komisję Europejską tworu o pięknie brzmiącej nazwie: Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej. Brzmi dumnie, ale obawiam się, że za tą fasadą skrywać się będą działania podobne do tych, które opisała niedawno Komisja Sprawiedliwości Izby Reprezentantów w swoim raporcie. W raporcie, który mówi o tym, jak Komisja Europejska przez wiele lat naciskała na platformy internetowe, żeby ograniczać treści, które uznawano za konserwatywne, i żeby wpływać na wybory w różnych krajach Europy. Obawiam się, że taką walkę z dezinformacją chce nam zaoferować minister Sikorski i ten rząd. I ten fragment wystąpienia poświęcony był temu, żeby oswajać Polaków z ideami, które tak naprawdę są ideami cenzorskimi. Pan minister postanowił pochwalić się akcją wsparcia polskich obywateli dla marznącej Ukrainy. I tak, wiemy nie od dziś, że Polacy mają dobre serca, pokazali to wielokrotnie w ciągu ostatnich 4 lat. Ale dalibóg co to ma wspólnego z prowadzoną przez pana ministra polityką zagraniczną? Oczywiście trudno nie zgodzić się z dość trywialnymi konstatacjami, że mamy dziś do czynienia ze zmianą porządku międzynarodowego, że w polskim interesie jest ład oparty na prawie międzynarodowym, że koncert mocarstw byłby dla nas niekorzystny. Ale powiedzmy sobie szczerze, to są rzeczy, które potrafi dziś napisać w wypracowaniu licealista, kiedy dostanie takie zadanie z przedmiotu wiedza o społeczeństwie. Ja od polskiego ministra spraw zagranicznych oczekiwałbym, że tu, w Sejmie, przedstawi plan działania, co Polska zamierza zrobić w tej zmieniającej się sytuacji, jak Polska zamierza reagować i działać, żeby do tych niekorzystnych dla nas rozwiązań doszło. Niestety nic na ten temat nie padło. Przeważająca, a co najmniej znacząca część wystąpienia pana ministra była panegirykiem na cześć Unii Europejskiej, okraszonym walką z chochołem polexitu. Chochołem, którego sam pan minister nie po raz pierwszy w tej sali wystawia, ażeby później z nim walczyć. I pozwolę sobie, nieobecny panie ministrze, zacytować fragment pańskiej wypowiedzi, którą pan ujął w kontekście Stanów Zjednoczonych: Można albo dostrzec fakty i odpowiednio się przygotować, albo zasłonić uszy i oczy. I o ile w kontekście transatlantyckim jest to słuszne stwierdzenie i użyte słusznie, to bardzo szkoda, że w ten sam sposób nie odnosi się pan do Unii Europejskiej. Zamiast tego byliśmy świadkami pudrowania rzeczywistości i malowania trawy na zielono. Pan minister Sikorski nie chce dostrzec kryzysu, w którym dzisiaj znalazła się Unia Europejska, i z uporem godnym lepszej sprawy próbuje nas przekonywać, że Niemcy wcale tak wiele nie mają w ramach Unii do powiedzenia. Bawi nas pan minister dawnymi cytatami i opowieściami o tym, jak to Europejska Wspólnota Węgla i Stali nałożyła więzy na państwo niemieckie. Tymczasem mamy przemożne wrażenie, że owe więzy są dzisiaj równie skuteczne, jak skuteczne w okiełznaniu niemieckich interesów było powołanie Republiki Weimarskiej i zapisy jej konstytucji, które miały powstrzymać Niemcy od wywołania kolejnej wojny światowej. Tymczasem pan minister odmawia dostrzeżenia rzeczywistości, przekonując nas, jak rzekomo ogromną rolę odgrywa demokratycznie wybrany Parlament Europejski właśnie w kiełznaniu tych interesów wielkich krajów Unii Europejskiej. Jak pan minister wytłumaczy fakt, że gdy demokratycznie wybrany Parlament Europejski decyduje o skierowaniu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wniosku w sprawie przepychanej przez Niemcy kolanem umowy z krajami Mercosur, kanclerz Merz twierdzi i oznajmia, że mimo tej decyzji Parlamentu Europejskiego umowa będzie i tak realizowana. Panie Ministrze! Mimo pańskich zaklęć dzisiaj nad Europą nie unosi się duch Schumana, ale unosi się duch Spinellego i musimy to dostrzegać. Naprawdę trudno poważnie potraktować passus, w którym próbuje pan wzniecać w nas optymizm, entuzjazm i zachęcać salę sejmową, by za sukces uznała to, że kraje Unii Europejskiej wszystkie razem zdobyły sporo medali. Mam lepszą propozycję, panie ministrze. Następnym razem wspólnie jako Unia Europejska wystartujmy w piłkarskich mistrzostwach świata. Skala sukcesu będzie jeszcze większa. Mówiłem już na początku, że trudno w ogóle skomentować planowane kierunki polskiej polityki zagranicznej czy się jakoś szerzej do nich odnieść, bo praktycznie żadne z nich nie zostały tutaj przedstawione. Mieliśmy okazję zapoznać się z tak przełomowymi koncepcjami jak ta, że stosunki z wielką potęgą, jaką są Chiny, powinny przynosić korzyść obu krajom. Faktycznie to jest rewolucyjna teza, jeśli chodzi o praktykę polityki zagranicznej. O zasadniczych priorytetach polskiej polityki zagranicznej, które są kluczowe z punktu widzenia trwania i przetrwania Polski, mówił jednak przed chwilą z tej mównicy pan prof. Zbigniew Rau. Gdyby nie jego wystąpienie, nie usłyszelibyśmy nawet słowa na temat poważnie pojmowanej polskiej racji stanu. Pan minister Sikorski raczył był kompletnie pominąć kraje naszego regionu, kraje bałtyckie, kraje wschodniej flanki NATO, dla których Polska powinna w sposób naturalny odgrywać rolę lidera. Wzmianka w jednym zdaniu o Bukareszteńskiej Dziewiątce i Trójmorzu to kompletna ucieczka od tego tematu. Nie usłyszeliśmy praktycznie nic o współpracy krajów, które są realnie zagrożone przez Rosję, poza pewnymi oczywistościami, o których trudno nie wspomnieć. A skwitowanie przez rzekomo poważnego ministra spraw zagranicznych całego kontynentu afrykańskiego, na którym Polska powinna być obecna i powinna realizować swoje interesy, stwierdzeniem, że wiele krajów afrykańskich nie wie, co dzieje się na Ukrainie, naprawdę zakrawa wręcz o śmieszność. Należałoby oczywiście jeszcze wspomnieć o kompletnie niepotrzebnie toczonej politycznej wojnie z prezydentem Karolem Nawrockim, o ambasadorach, o kontrowersyjnych nominacjach na część placówek i wewnątrz gmachu i o nieśmiertelnym MGIMO, czyli o sowieckiej szkole szpiegów, która niestety w przypadku części ludzi forsowanych przez Radosława Sikorskiego trzyma się mocno. Panie Ministrze Sikorski! Pan w żaden sposób nie sprecyzował planów swoich działań w rozpoczynającym się roku. To wystąpienie, poza tym, że obliczone na polityczny i przede wszystkim wewnątrzpartyjny poklask, nie przybliżyło w najmniejszym stopniu celów i zadań, które powinna realizować polska polityka zagraniczna w 2026 r. Powiem jeszcze jedno zdanie sprowokowane wystąpieniem pani poseł, której już dzisiaj nie ma na sali, a która próbowała zarzucać rządowi Prawa i Sprawiedliwości coś w kwestii importu źródeł energii, w tym gazu. To rząd Prawa i Sprawiedliwości uniezależnił nas od rosyjskich nośników energii. To rząd Prawa i Sprawiedliwości wybudował gazociąg norweski, którego projekt został porzucony za pierwszego Tuska, dzięki czemu mogliśmy nałożyć embargo na rosyjski gaz. Proponowałbym spojrzeć prawdzie w oczy. W 2024 r., jeszcze w 2024 r., europejskie firmy zapłaciły za rosyjskie paliwa więcej niż w tym samym roku wyniosła całość finansowej pomocy Ukrainie. A więc skupiajmy się na tym, gdzie jest realnie problem, a nie próbujmy negować osiągnięć, które miały polskie rządy w latach poprzednich, jeśli chodzi o uniezależnianie się od rosyjskich surowców. Dziękuję bardzo. (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela) Przebieg posiedzenia