Nie godzimy się na Internet, w którym globalna korporacja jest silniejsza od państwa, a obywatel zostaje sam między przestępcą a regulaminem platformy.
Lewica broni ustawy o zwalczaniu nielegalnych treści w sieci.
Pełna wypowiedź
2 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Przenieśliśmy do Internetu zakupy, bankowość, pracę, naukę, kontakty z bliskimi i załatwianie spraw urzędowych. Wszystkie te rzeczy, choć dzieją się na ekranie, mają bardzo realne konsekwencje dla naszego życia poza nim. Ale razem z nimi do Internetu weszła też przestępczość. Tu tak samo szkoda ma realne konsekwencje poza ekranem, tylko obecnie raczej dla ofiary niż dla przestępcy. Skoro z równą uwagą traktujemy umowę zawartą przez Internet i przelew wykonany w aplikacji, to z równą powagą musimy traktować łamanie prawa, do którego dochodzi w sieci. Jeżeli coś jest nielegalne poza Internetem, nie powinno stawać się bezkarne tylko dlatego, że pojawiło się na ekranie, dlatego Ministerstwo Cyfryzacji konsekwentnie porządkuje zasady funkcjonowania platform internetowych w Polsce. To nie jest nasze pierwsze podejście. Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało wcześniej jeden kompleksowy projekt wdrażający akt o usługach cyfrowych. Ustawa przeszła przez parlament, ale w styczniu została zawetowana przez prezydenta. Weto zatrzymało ustawę, ale nie zatrzymało problemu. Dlatego Ministerstwo Cyfryzacji wróciło z rozwiązaniami, tym razem rozdzielonymi na dwa projekty. Pierwszy dotyczy przede wszystkim nadzoru nad rynkiem cyfrowym i ustanowienia prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej koordynatorem do spraw usług cyfrowych. To uchwaliliśmy pod koniec lipca. Dzisiaj zajmujemy się drugim elementem tej reformy - narzędziami, które pozwolą państwu skutecznie reagować na nielegalne treści w Internecie. Warto tutaj bardzo wyraźnie powiedzieć, czym ta ustawa nie jest. Nie tworzymy prawa do usuwania z Internetu wypowiedzi tylko dlatego, że są kontrowersyjne, ostre albo komuś się nie podobają. Wolność słowa jest prawem obywatela i państwo ma obowiązek jej bronić. Ale wolność słowa to nie wolność od ponoszenia konsekwencji za łamanie prawa. Tą ustawą dajemy państwu konkretne narzędzie - możliwość wydania nakazu, który uniemożliwia dostęp do nielegalnej treści. Nie prosimy platformy o uprzejme pochylenie się nad sprawą, tylko tworzymy procedurę, która pozwala skutecznie doprowadzić do tego, aby treść łamiąca prawo przestała być dostępna. To jest zasadnicza zmiana filozofii.
