Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Dziękuję bardzo. Pani Marszałek! Pani Minister! Wysoka Izbo! Mamy dzisiaj do czynienia z projektem ustawy o zmianie ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, który jest być może niesłusznie nazywany w mediach jako lex szarlatan. Chodzi o to, bo jakiś cel tej ustawy jest, żeby wyeliminować z polskiej przestrzeni praw pacjenta działania, które szkodzą zdrowiu, a czasami zagrażają życiu. To, że mamy z tym dużo do czynienia, wiemy. Niestety jest to wykorzystywane. Udzielanie świadczeń zdrowotnych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną również nie może być promowane przez państwo, a my jako posłowie musimy się temu przeciwstawiać. Jest to oczywiście odpowiedź na pytanie: Jak w związku z tym leczyć? Mamy na to odpowiedzi warszawskich sądów administracyjnych, które w dwóch przypadkach napisały w swoich orzeczeniach i uzasadnieniach jedno: trzeba leczyć zgodnie z obowiązującą, aktualną wiedzą medyczną. Nie ma innej możliwości. Mało tego, żaden podmiot leczniczy nie może oferować usług, które w aktualnej bazie wiedzy medycznej się nie mieszczą. Te orzecznictwa obowiązują w polskim systemie prawnym. Lekarze o tym doskonale wiedzą. Czy to spowoduje, że nagle pozbędziemy się wszelkiej maści podejrzanych oszustów, szarlatanów etc.? Nie, nie pozbędziemy się, bo system jest słaby. Jeżeli system opieki zdrowotnej jest słaby, to ci, którzy mają czekać w długich kolejkach, zawsze będą oczekiwali różnego rodzaju wsparcia przez tych, których dostępność jest mniejsza. Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku zwracania uwagi na bezpieczeństwo pacjentów. Dla mnie najważniejsze w tej ustawie jest to, że przede wszystkim mamy określenie, definicję praktyk pseudomedycznych. Jest napisane, że to udzielanie świadectw medycznych, które naruszają, co bardzo ważne, metody medyczne oparte na dowodach i stwarzają prawne ryzyko nie tylko utraty zdrowia, ale i życia. Są to metody diagnostyczne lub inne, które stwarzają takie ryzyko. Ta działalność lecznicza jest prowadzona bez wpisania do rejestru, czyli nie jest zarejestrowana. Wszystko to łączy taka klamra: jest to robione dla prywatnej korzyści, czyli te świadczenia są odpłatne. Wpisaliśmy również drugą rzecz. Nie chodzi tylko o to, co dzieje się w, powiedzmy, medycynie czynnej. Jest również prowadzona bardzo silna działalność informacyjna, a w zasadzie dezinformacyjna. Jest cały rozdział poświęcony dezinformacji. W Internecie mamy napisane: lekarze nienawidzą tej osoby, bo ona wymyśliła lek, więc wszyscy lekarze tej specjalizacji natychmiast zostaną puszczeni z torbami. Jest to oczywiście bardzo silnie oddziałująca informacja w tym naszym kiepskim systemie. Oznacza ona, że ktoś coś specjalnie ukrywa. Jeżeli do tego dodamy jeszcze spiskowe teorie dziejów, twierdzenie, że to wszystko jest pod kontrolą Big Pharmy, bo to tak zawsze jest, pod kontrolą producentów szczepionek... (Poseł Roman Fritz: To prawda.)...to mamy już pewne paliwo. Każdy kupuje to, że lekarze natychmiast zbankrutują, jeżeli tylko otworzy się ta możliwość. Ta ustawa reguluje również kwestię dezinformacji medycznej. To jest moim zdaniem bardzo ważne. Przystąpię do ostatniej kwestii, czyli roli rzecznika praw pacjenta. Dostaje on nowe kompetencje. Dyskusja była jasna. Chodziło o to, czy ma on mieć uprawnienia inspektora, czyli żeby przychodził, wydawał decyzję i wszystko się kończyło, a potem dopiero można by się jakoś odwoływać w trybie k.p.a., czy też przywołać inne rozwiązania w polskim prawodawstwie, które dotyczą chociażby prezesa urzędu ochrony konsumenta. Tam są normalne decyzje administracyjne. Na początku była to bardzo ryzykowna i bardzo restrykcyjna zasada. Komisja uznała, że Kodeks postępowania administracyjnego jest tutaj wystarczający i nie należy tworzyć jakichś szczegółowych przepisów o charakterze inspekcyjnym. Pozostaje oczywiście coś, co niektórzy nazywają medycyną komplementarną, tradycyjną etc., etc. Tych rozwiązań jest wiele. Ja zawsze zadaję pewne pytania. W porządku prawnym one istnieją - jest to ziołolecznictwo i chemioterapia. Zgodnie z tym, co przedyskutowaliśmy w komisji, te zabiegi, te możliwości leczenia są dopuszczalne pod warunkiem, że nikt nie leczy nowotworu, powiedzmy raka płuca, homeopatią, ale stosuje normalne, konwencjonalne metody lecznicze oparte na dowodach. Jednocześnie może wspierać się metodami niekonwencjonalnymi. Dlaczego? Ponieważ mamy w języku polskim dwa określenia. Jedno to: leczenie i wyleczenie, a drugim jest: uzdrowienie. Jeżeli ktoś myśli, że to jest to samo, to się myli.
