Do tych wszystkich spraw, także tej związanej z Mercosurem, odnosił się sam minister, który mniej więcej powiedział o tym, co zostało zaniechane, ale też powiedział o tym, jakie działania są podejmowane w tej chwili. Mówił o swojej współpracy z eurodeputowanymi, którzy jak wiecie, zawnioskowali o to, aby Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zajął się ich zdaniem niewłaściwym - co uzyskało większość w Parlamencie - sposobem ratyfikacji, ale także uzyskał wsparcie pana premiera w zakresie stanowiska Polski wyrażonego w formie głosowania przeciwko zawarciu tej umowy. Drugi temat, wokół którego ogniskowała się dyskusja, to sprawa rzekomych zaniedbań pana ministra Krajewskiego dotyczących handlu między Unią Europejską, w tym Polską jako krajem najbardziej na ten handel narażonym, a Ukrainą. Rzekomo ta umowa, która została niedawno zawarta, naraża polskie rolnictwo na bankructwo, na utratę dochodowości i w zasadzie będzie jego końcem. Inni dyskutanci, inni uczestnicy tej debaty mówili o tym, że w latach 2022-2023 Polska zgodziła się - być może nawet o to zawnioskowała - na to, aby Unia Europejska otworzyła bezcłowy i właściwie bezlimitowy import produktów z Ukrainy, co spowodowało problemy rolnictwa, które trwają do dnia dzisiejszego. Padły też konkretne liczby. W sezonie 2022-2023, bo w przypadku rolnictwa mówimy raczej o sezonie gospodarczym niż o roku kalendarzowym, do Polski zostało sprowadzone 2800 tys. t samych zbóż, ok. 45 razy więcej niż w roku poprzednim. To był rok, kiedy braki zbóż na rynku polskim musiały być uzupełnione importem z Ukrainy. To oznacza, że 45 razy, jak gdyby na 45 lat, uzupełniliśmy jego braki. I tu nie da się powiedzieć... Zresztą ówczesny minister pan wiceminister Ciecióra przed chwilą sam mówił o tym, że być może popełniliśmy w tym zakresie błąd. Ale padły też głosy, a właściwie pytania, jasno mówiące o tym, że wówczas, w 2022 r., nie było reakcji i że od kwietnia 2022 r. następował cykliczny wzrost importu zbóż z Ukrainy, nawet do poziomu blisko 400 tys. t w listopadzie 2023 r., a więc już kilka miesięcy od wybuchu konfliktu i od momentu, kiedy Ukraina w naturalny sposób kierowała swoje nadwyżki eksportowe zbóż na rynek Unii Europejskiej. Ta refleksja nastąpiła, i to przed chwilą usłyszeliśmy, dopiero równo 12 miesięcy od zalania polskiego rynku tanim ukraińskim zbożem, a być może nawet nie zbożem, tylko jakimiś produktami zbożopodobnymi, bo wtedy utarło się to określenie ˝zboże techniczne˝. Na to pytanie odpowiedział w swoim wystąpieniu pan minister Krajewski, mówiąc o aktualnych mechanizmach ochronnych, o limitach importu bezcłowego albo o obniżonych stawkach celnych w myśl obowiązującej obecnie umowy. Padały oczywiście też inne argumenty ze strony posła wnioskodawcy uzasadniającego wniosek. Za każdym razem one mówiły o tym, że jest to wniosek de facto sformułowany przez rolników. Był taki moment na wczorajszym posiedzeniu komisji rolnictwa, kiedy mogli wypowiedzieć się rolnicy. Zawsze robimy tak, że wypowiada się też strona społeczna. Dajemy jej nieograniczony czas, czyli nikomu nie zabraniamy zabrania głosu. Były trzy wystąpienia rolników. W żadnym z tych wystąpień nie zauważyłem potwierdzenia tez, które zostały zawarte we wniosku, więc nie wiem, na jakich rolników pan poseł wnioskodawca się powoływał. Mówię to w imieniu nie tylko swoim, ale także innych uczestników posiedzenia komisji i dyskutantów. Dwa z tych wniosków mówiły wręcz o tym, że z ministrem Krajewskim udało się nawiązać dobre relacje i pracować nad dobrymi rozwiązaniami, które są wynikiem także postulatów przedkładanych przez rolników. Padło też takie stwierdzenie - i z nim wielu dyskutantów się zgodziło, co później znalazło swoje odzwierciedlenie w finalnym głosowaniu - że ten wniosek de facto nie jest wnioskiem o odwołanie ministra Stefana Krajewskiego, tylko bardziej wnioskiem mającym odwrócić uwagę od tych, którzy faktycznie spowodowali kryzys na polskiej wsi i wprowadzili te mechanizmy, które dla rolnictwa unijnego i europejskiego były niekorzystne, jak złe warunki umowy Mercosur i dopuszczenie do nadmiernego importu produktów z Ukrainy. Chcę też powiedzieć, że była minimalna dyskusja o samozbiorach. Samozbiory zostały przedstawione jako element tragicznej sytuacji w rolnictwie. Otóż samozbiory to nie jest przejaw tragedii w rolnictwie. Jak ktoś się trochę interesuje tym zagadnieniem, to wie, że to jest popularna metoda zdobywania produktów rolnych - poprzez zbiór na plantacji rolnika, zwłaszcza w dużych aglomeracjach, w ośrodkach miejskich czy w pobliżu ośrodków miejskich, gdzie rolnicy zapraszają po te produkty swoich najbliższych sąsiadów, czyli konsumentów. Na koniec tej dyskusji padł wniosek o to, aby negatywnie zaopiniować wniosek, ponieważ nie jest on merytoryczny, tylko polityczny - mówił to poseł wnioskodawca. Odbyło się głosowanie. W wyniku tego głosowania Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi negatywnie zaopiniowała ten wniosek.