Pełna wypowiedź
11 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
o rynku kryptoaktywów (druki nr 2267 i 2436). Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki: Dziękuję. Szanowna Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Szanowni Państwo! Mam zaszczyt przedstawić wniosek pana prezydenta Karola Nawrockiego o ponowne rozpatrzenie ustawy z dnia 18 grudnia 2025 r. o rynku kryptoaktywów. Na wstępie chciałbym powiedzieć, że tracimy czas. Tracimy czas, dlatego że ustawa, nad którą, jak rozumiem, jutro Wysoka Izba będzie głosowała, była już raz procedowana w trybie rozpatrzenia prezydenckiego weta. Wtedy Sejm nie był w stanie odrzucić tej ustawy. W tej ustawie właściwie nie zmieniło się nic poza jedną, niedużą poprawką. Spośród kilkunastu poprawek złożonych zarówno przez klub Prawa i Sprawiedliwości, klub opozycyjny, jak i przez przedstawicieli klubu czy środowiska Polski 2050, a więc klubu koalicyjnego, właściwie wszystkie te poprawki zostały wyrzucone do kosza. A więc ustawa trafiła do pana prezydenta w istocie w niezmienionym kształcie, tzn. bez żadnej refleksji, bez żadnego przemyślenia. Trudno to ocenić inaczej niż jako próbę zwarcia politycznego zamiast konkretnej, merytorycznej pracy nad tą ustawą. Po co ta praca? Po to, żeby w istocie chronić wszystkich tych, którzy mogą być podmiotem nadużyć na rynku bardzo trudnym, bardzo dynamicznym, bardzo ryzykownym, jakim jest rynek kryptoaktywów. Na wstępie trzeba również powiedzieć, że to nie jest miejsce do przechowywania pieniędzy. To nie jest miejsce do przetrzymywania kapitału. To jest miejsce takich bardzo intensywnych inwestycji, obarczonych wysokim ryzykiem. Żeby była jasność, szanowni państwo, powiem, że weto nie kwestionuje samej idei regulacji rynku, lecz kwestionuje konkretne rozwiązania, złe rozwiązania tej ustawy. Weto prezydenta nie jest skierowane przeciwko objęciu rynku kryptoaktywów regulacją jako taką. Pytanie, jak te regulacje wyglądają. Czy te regulacje są zgodne z polską konstytucją? Czy te regulacje zmierzają do tego, żeby była możliwość realnej kontroli sądowej? Przedmiotem zastrzeżeń są wyłącznie te rozwiązania ustawy, które zostały uznane za wadliwe z perspektywy konstytucyjnej, z perspektywy systemowej, z perspektywy gospodarczej. Tutaj nie powinno być polityki, tylko powinna być praca. Tę pracę pan prezydent zaproponował poprzez dialog zarówno z klubem Prawa i Sprawiedliwości, jak i z przedstawicielami środowiska Polski 2050, z którymi w imieniu pana prezydenta się spotykałem. (Poseł Sławomir Nitras: A z Sejmem?) Panie pośle, pan poseł pyta, czy z Sejmem. Sejm składa się z poszczególnych posłów, z poszczególnych klubów. (Poseł Artur Jarosław Łącki: Czyli można wybierać.) Jeżeli państwo nie chcecie współpracować, nie chcecie podejmować dialogu, nie chcecie procedować nad poprawkami, tylko idziecie za rozkazem Donalda Tuska... (Poseł Artur Jarosław Łącki: Premiera.)...pana premiera Donalda Tuska: ani kroku wstecz, to tak skończycie jak za każdym innym razem. Po raz kolejny przegracie to głosowanie. A mogliby wygrać Polacy, gdybyście chcieli współpracować, ale nie chcecie współpracować. Oznacza to, że w obszarach, które nie zostały objęte zarzutami, przyjęte rozwiązania nie wywołały zastrzeżeń głowy państwa i mogą być oceniane jako właściwe, adekwatne albo zasługujące na aprobatę. Chodziło o kilkanaście poprawek w najbardziej newralgicznych miejscach. Państwo to wszystko wyrzuciliście do kosza mimo stanowiska również waszych koalicjantów. To jest głos nie tylko pana prezydenta, Prawa i Sprawiedliwości czy Konfederacji, lecz także szerszych środowisk. Stwierdzenie, jakoby weto było wymierzone wyłącznie w interes publiczny, a nie w konkretne wady ustawy, jest więc uproszczeniem nieoddającym rzeczywistego zakresu argumentacji. Ustawa w zakwestionowanym kształcie nie gwarantowałaby skutecznej ochrony polskich klientów w takim zakresie, jaki sugerowali jej zwolennicy. Po pierwsze, nie można przyjąć, że samo wejście ustawy w życie automatycznie zapewniłoby skuteczną ochronę wszystkich polskich klientów korzystających z usług związanych z kryptoaktywami. Wejście dobrej ustawy zagwarantuje. Wejście złej ustawy nie zagwarantuje. Po drugie, ochrona wynikająca z ustawy dotyczyłaby przede wszystkim klientów podmiotów działających w Polsce i rzeczywiście objętych polskim nadzorem, czyli w tym wypadku - Komisji Nadzoru Finansowego. Ustawa nie wywierałaby bezpośredniego wpływu na sytuację klientów korzystających z usług firm zarejestrowanych za granicą. A jeżeli chodzi o tę jedną firmę, którą próbujecie państwo czy którą pan premier próbuje grać, to jest to właśnie firma zarejestrowana za granicą. (Poseł Sławomir Nitras: To wy z nimi gracie.) Trzeba znać ustawę, trzeba ją czytać, trzeba ją wprowadzać w życie w takim kształcie, w jakim ona jest potrzebna, a nie udawać, nie odstawiać politycznego teatru. Dodatkowo zgodnie z poprawkami, dodatkowo zgodnie ze stanowiskiem UKNF nawet podmioty działające w Polsce pozostawałyby poza pełnym reżimem nowej ustawy, uwaga, do 1 lipca 2026 r. I tu na chwilę się zatrzymam. Szanowni państwo, rozporządzenie MiCA zaczęło obowiązywać w grudniu 2024 r. (Poseł Sławomir Nitras: Ale nie w tym zakresie.) Czyli wasz rząd stracił blisko 1,5 roku. I wtedy nie było ruskich agentów, nie było ruskich zagrożeń, nie było, jak rozumiem, troski rządu o ochronę klientów, którzy korzystają z rynku kryptoaktywów. Wtedy tego wszystkiego nie było. Nie było podnoszonych tych argumentów również wówczas, kiedy ustawa była procedowana po raz pierwszy: ani na posiedzeniach komisji, ani na posiedzeniach rządu, ani na posiedzeniach plenarnych Sejmu, ani na posiedzeniu Senatu. Nigdzie. (Poseł Sławomir Nitras: Na posiedzeniach rządu to pan nie był.) Pan premier Tusk tak naprawdę obudził się w momencie posiedzenia Sejmu, kiedy z dnia na dzień zarządził niejawne posiedzenie Sejmu. Ja w imieniu pana prezydenta mówię: pokażcie, co było na tym niejawnym posiedzeniu Sejmu. Boicie się tego, boicie się jak ognia ujawnienia tego, co było na niejawnym posiedzeniu Sejmu. Dlaczego? Dlatego że to był teatr polityczny. To był polityczny teatr. Jeżeli ktoś zatem uważa... Ja zresztą mam pewne wątpliwości - pewnie będę je jeszcze wyrażał - co do przekazywania informacji o charakterze niejawnym przez przedstawicieli rządu. Myślę, że na to też przyjdzie odpowiedni moment i odpowiednia chwila. Jeżeli zatem uważacie, że to są sprawy, które są tak ważne, to gdzie byliście przez 1,5 roku? Dlaczego nie wprowadzaliście tych rozwiązań? Dlaczego nie przestrzegaliście? Dlaczego do 5 grudnia nie było ani jednej informacji ze strony służb skierowanej do pana prezydenta czy do kancelarii prezydenta, dotyczącej tych zagrożeń, które powinny rozpoznawać służby? (Poseł Marek Sowa: Niech pan porozmawia z Cenckiewiczem.) Panie pośle Sowa, jeżeli jeden pan minister Cenckiewicz jest lepszy - bo jak rozumiem, do tego pan zmierza - niż wszystkie służby, niż cztery agencje, które mają działać i chronić bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne Polski, to rzeczywiście jest to najgorsza recenzja, jaką może pan wystawić. (Poseł Sławomir Nitras: To jest pytanie o pana wiedzę, o to, czym się pan kieruje.) Kieruję się, panie pośle Nitras, interesem Polski, interesem Polaków, a nie kieruję się polityczną chęcią zemsty za przegrane wybory, tak jak pan. Być może pan jeszcze nie odreagował tych wyborów, które mieliście wygrać, tego, że był pan w tym sztabie, który poległ. (Wypowiedź poza mikrofonem) Pan cały czas mówi nie na temat, więc muszę panu odpowiedzieć także w tym temacie, w związku z tym problemem, który jak rozumiem, cały czas pana drąży. (Poseł Sławomir Nitras: Ja zaraz panu sam odpowiem.) Niech pan się wreszcie otrząśnie. Prezydentem nie jest Trzaskowski, tylko jest Karol Nawrocki. Niech pan to przyjmie do wiadomości. Rozumiem, że państwo nie jesteście w stanie się zgodzić z wolą narodu, wyrażoną w wolnych, demokratycznych wyborach narodu, który wybrał prezydenta Rzeczypospolitej. Pana uśmiech ironiczny nie zmaże pana blamażu z czasu kampanii. Nawet Donald Tusk to ocenił i wyrzucił pana z rządu, na margines partii. (Wicemarszałek wyłącza mikrofon) (Poseł Sławomir Nitras: Niech pan mówi o kryptowalutach.) Wicemarszałek Dorota Niedziela: Chwileczkę, panie ministrze. Zaraz włączę. Bardzo państwa proszę, umożliwcie panu ministrowi wypowiedzenie swojej historii, tak żeby nie odchodził... (Poseł Sławomir Nitras: Pani marszałek, ale mówi o nas...) Panie pośle, momencik. Jak pan minister będzie mówił nie do rzeczy, to ja mu zwrócę uwagę, ale bardzo proszę pozwolić wypowiedzieć się panu ministrowi. Bardzo proszę. Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki: Bardzo dziękuję, pani marszałek. Nadmierne obciążenia regulacyjne mogłyby prowadzić do wypchnięcia działalności poza Polskę. Mówimy tu o działalności tych firm, tych podmiotów, które chcą zaangażować się w ten rynek. Ten rynek funkcjonuje w wielu państwach europejskich i będzie funkcjonował. Pytanie, czy będzie funkcjonował w Polsce w sposób odpowiedni, dając możliwości przedsiębiorcom i chroniąc klientów rynku kryptoaktywów. Jeżeli ustawa ustanawia nadmierne zapory organizacyjne, biurokratyczne i finansowe, w tym wysokie opłaty, to jej naturalnym skutkiem może być zniechęcenie przedsiębiorców do prowadzenia działalności w Polsce. W takiej sytuacji rynek nie znika, lecz przenosi się poza granicę krajowej jurysdykcji. I tak się w istocie dzieje. W praktyce oznaczałoby to, że zamiast przez firmy działające w Polsce, pod polskim nadzorem, uwaga, polskiej ustawy, polskiego ustawodawcy, usługi byłyby oferowane przez podmioty zarejestrowane w innych państwach. Macie państwo chyba tego świadomość. Taki efekt nie wzmacnia ochrony obywateli, lecz osłabia realne możliwości oddziaływania państwa na ten rynek. Czyli trzeba rozważyć dwie wartości: z jednej strony - obecność podmiotów, które chcą działać na rynku kryptoaktywów, a z drugiej strony - oczywiście w pierwszej kolejności ochronę klientów. Należy jednak ważyć te wartości. Bo jeżeli nic nie zważymy, to będzie się działo tak jak w przypadku tej firmy, która działa za granicą. (Poseł Artur Jarosław Łącki: Ale jakiej firmy?) Państwo polskie nie robi nic, żeby przeciwdziałać różnego rodzaju czy to nadużyciom, czy zagrożeniom, a później pan premier wychodzi, robi niejawne posiedzenie i próbuje przekonywać, że jest to wina opozycji czy pana prezydenta. Nic bardziej mylnego. To jest oczywiście opowieść, która nie opiera się na prawdzie. Obywatele są lepiej chronieni wtedy, gdy firmy działają w Polsce i podlegają polskiemu nadzorowi, dobrej polskiej ustawie, którą dawno mogliśmy przyjąć, gdybyśmy przyjęli poprawki zgłaszane na etapie prac Sejmu i Senatu po pierwszym rozpoznaniu weta prezydenta, a tego weta państwo wtedy nie odrzuciliście. Jeżeli przedsiębiorcy świadczący usługi związane z kryptoaktywami działają na terytorium Polski i podlegają polskiemu nadzorowi, to konsumenci korzystają z silniejszej i bardziej bezpośredniej ochrony instytucjonalnej. Szanowni państwo, zmierzajmy do tego, aby wypracować tę ochronę instytucjonalną tu, w Polsce, a nie poprzez wypychanie tych firm. W przypadku przeniesienia działalności za granicę obywatele w Polsce byliby chronieni co najwyżej pośrednio. Dochodzenie praw wobec podmiotów zagranicznych jest co do zasady trudniejsze, bardziej kosztowne i mniej efektywne niż wobec firm działających w Polsce. To chyba oczywiste. Z tego względu regulacja, która w praktyce wypycha rynek poza Polskę, nie prowadzi do zwiększenia poziomu ochrony klientów, za to może ją, i to bardzo ważne, obniżyć. Gdybyśmy razem usiedli i rozpoznali te wszystkie poprawki, to ta ustawa mogłaby już dzisiaj obowiązywać, nawet nie od czerwca. Można by było te zmiany wprowadzić po zdecydowanie krótszym vacatio legis, ale państwo nie chcieliście tego zrobić. Wadliwie skonstruowana ustawa nie zwiększa bezpieczeństwa obywateli, lecz może zmniejszać obciążenie organów nadzoru kosztem rynku kapitałowego. Przypomnę: państwo, przynajmniej w części, jesteście liberałami. Ustawa w pierwotnym kształcie mogła prowadzić do sytuacji, w której działalność byłaby lokowana poza polską jurysdykcją. Taki rezultat oznaczałby wprowadzenie mniejszego obciążenia dla polskich organów nadzoru, lecz nie dlatego, że rynek stałby się bezpieczniejszy, ale dlatego, że podmioty po prostu unikałyby działania w Polsce. Nie można utożsamiać ograniczenia liczby podmiotów objętych nadzorem w Polsce ze wzrostem bezpieczeństwa obywateli. Być może jest taka polityka, być może jest taka myśl w obozie rządowym, że skoro u nas tego nie ma, to nie jest to nasz problem, ale my nie możemy tego tak postrzegać. Jeżeli to jest problem, który dotyczy polskich obywateli lokujących czy inwestujących w kryptoaktywa poprzez firmy działające poza granicą, to powinno to być przedmiotem zainteresowania państwa polskiego. Państwo tego nie dostrzegacie. Jeżeli celem ma być stworzenie polskim konsumentom bezpiecznego środowiska, a za tym jest pan prezydent, jeśli chodzi o korzystanie z instrumentów rynku kryptoaktywów, to konieczne jest stworzenie warunków umożliwiających funkcjonowanie polskich firm w Polsce, pod polskim nadzorem i z bezpieczeństwem zapewnianym przez polskie, sprawnie działające służby, a nie wypychanie tego problemu poza granice i udawanie, że go nie ma. (Poseł Marek Sowa: PiS-owscy patrioci...) Realna ochrona konsumenta wymaga równowagi między nadzorem a możliwością legalnego działania przedsiębiorców w Polsce. Skuteczny model regulacyjny powinien łączyć ochronę klienta z możliwością prowadzenia działalności przez rzetelne podmioty krajowe. Regulacja, która koncentruje się tylko i wyłącznie na restrykcjach oraz kosztach, może prowadzić do odwrotnego od zamierzonego skutku. Bezpieczne dla obywateli środowisko powstaje nie tylko poprzez formalne zaostrzenie przepisów, lecz także stworzenie odpowiedzialnego rynku, na którym - podkreślam - legalnie działają firmy, które chcą funkcjonować w Polsce i chcą się poddać polskiemu nadzorowi. Dzięki temu polski klient i polscy obywatele, którzy przecież mają prawo inwestować w rynek kryptoaktywów, po prostu byliby bezpieczni pod rozsądnym parasolem nadzoru ochrony polskiego państwa. Łączenie ustawy z przeciwdziałaniem w kwestii finansowania wojny przez Rosję oczywiście ma charakter tylko i wyłącznie polityczny, a nie normatywnie przekonujący. Twierdzenie, że ta ustawa miałaby powstrzymać finansowanie wojny przez Federację Rosyjską za pomocą kryptoaktywów, jest tezą skrajnie uproszczoną i intelektualnie nieuczciwą. Tego rodzaju argumentacja świadczy albo o zupełnym niezrozumieniu mechanizmów działania rynku kryptoaktywów, albo, do czego bym się skłaniał, o świadomym wprowadzaniu obywateli w błąd. Nie jest to argument merytoryczny, lecz czysto polityczna narracja mająca przykryć rzeczywiste wady projektowanych rozwiązań. Rynek kryptoaktywów może być wykorzystywany przez przedsiębiorców niezależnie od losu krajowej ustawy. Część instrumentów opartych na technologii kryptoaktywów funkcjonuje poza zakresem regulacji krajowej i umożliwia wymianę bez pośrednictwa podmiotów objętych licencjonowaniem lub nadzorem. Wnioski końcowe: po pierwsze, weto należy rozumieć jako sprzeciw wobec wadliwego modelu regulacji, a nie wobec samej potrzeby uregulowania rynku. Po drugie, ustawa w zakwestionowanym kształcie nie gwarantowała automatycznie silniejszej ochrony polskich konsumentów. Jeżeli ktoś tak twierdzi, to znaczy, że albo nie zna tej ustawy, albo kieruje się złą wolą i kolportuje nieprawdziwe informacje. Po trzecie, nadmierna restrykcyjność regulacji mogłaby prowadzić do przenoszenia działalności poza Polskę, a w konsekwencji do osłabienia realnej ochrony obywateli. Po czwarte, skuteczna regulacja rynku kryptoaktywów powinna wzmacniać bezpieczeństwo klientów poprzez umożliwienie działania rzetelnych podmiotów w Polsce i pod polskim nadzorem. Wicemarszałek Dorota Niedziela: Dziękuję bardzo, panie ministrze. Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki: Ostatnie zdanie, pani marszałek. Argument o powiązaniu ustawy z tymi wszystkimi kwestiami, o których mówił pan premier, niestety ma charakter tylko i wyłącznie polityczny, a nie merytoryczny. Dziękuję, pani marszałek. Przebieg posiedzenia