Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Pomysł nadania rzece Odrze osobowości prawnej brzmi romantycznie: rzeka jako obywatel, który walczy o swoje prawa. Pewnie zwolennicy tego rozwiązania będą dzisiaj przywoływać nieliczne przypadki ze świata: Nową Zelandię, Indie, Ekwador, Boliwię czy Kolumbię. Pewnie jednak nie powiedzą, że najczęściej jest to narzędzie rozpoznawania relacji rdzennych mieszkańców z bytami naturalnymi. U nas w praktyce to pułapka ekologicznej osobowości. Po pierwsze, taka rzeka, osoba prawna, z definicji nie może sama działać w sądzie. Jej opiekunowie, a wśród nich znajdą się z pewnością np. aktywiści, w tym - jak zakładam - z organizacji finansowanych z zagranicy, będą mogli w imieniu rzeki blokować inwestycje, wstrzymywać regulacje czy modernizację infrastruktury. To oznacza przerzucenie władzy publicznej w ręce osób prywatnych, także finansowanych spoza Polski. To one będą mogły decydować o funkcjonowaniu Odry na obszarze państwa, przez które rzeka częściowo przepływa. Ci opiekunowie będą tworzyć komitet reprezentantów - 15 osób na 4 lata - w tym z NGOs, ze szczególnym uwzględnieniem inicjatorów tego pomysłu. To ten komitet ma wyrażać zgodę m.in. na działania mogące znacząco wpłynąć na prawa rzeki. Będą też tworzyć 10-osobowy komitet naukowy, powołany przez ten pierwotny komitet reprezentantów, do którego jedynie dwie osoby wskazuje podmiot państwowy. Będzie także 3-osobowy zarząd, oczywiście wskazywany przez ten pierwotny komitet. Bez zgody tegoż zarządu nie będzie można wydać żadnego pozwolenia wodnoprawnego, a wydane dotychczas pozwolenia zachowają ważność jedynie przez 3 lata od momentu wejścia w życie tej ustawy. Czyli nad całym systemem państwa: rządowym, samorządowym, postawione zostaną trzy osoby z zarządu i to one faktycznie będą układać nam państwo. Wszechwładza. Warto wskazać, że to zarząd będzie zarządzać funduszem rzeki. Bo ważne jest też to, że będzie fundusz, a jakże. Na ten fundusz złożą się np. przedsiębiorstwa korzystające z rzeki. One przez 5 lat będą wpłacać tzw. składkę wyrównawczą w wysokości 0,5% rocznych przychodów z działalności wodnej. Fundusz zasilą też dotacje z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To z kolei nam objaśnia, dlaczego np. Lasy Państwowe mają wpłacać haracz do NFOŚ. Tworzycie dodatkowo nowy sąd wodny z ławnikami z dziedziny ochrony środowiska wodnego. To wszystko to precedens, który wprowadza quasisąd, dualizm zarządzania między administracją państwową a zarządem rzeki. W przypadku naruszenia praw rzeki lub wystąpienia szkody zarząd lub NGOs, lub np. grupa 100 osób z całej Polski mogą wystąpić z pozwem w imieniu rzeki i domagać się zadośćuczynienia czy nawet odszkodowania. Zarząd zwalnia się z mocy ustawy z kosztów sądowych. Samorządy też mogą wystąpić z pozwem, ale ich się już z tych kosztów nie zwalnia. Po drugie, konsekwencje prawne są skrajnie niejasne. Nadanie rzece statusu osoby prawnej oznacza możliwość pozywania w imieniu rzeki, teoretycznie także ryzyko bycia pozwanym, ale tu się zabezpieczono. Jeśli wskutek działań tej grupy interesu, np. wskutek wstrzymania inwestycji przeciwpowodziowych, rzeka zaleje miasto, spowoduje powódź lub inne szkody gospodarcze, to rzeka Odra, czyli ci aktywiści, nie poniesie za to żadnej odpowiedzialności. Po trzecie, projekt uderza w nasze bezpieczeństwo prawne i międzynarodowe. Odra nie zaczyna się w Polsce. Nadanie jej osobowości prawnej rodzi pytania o roszczenia i spory transgraniczne np. z Niemcami i Czechami. Czy Polska Odra będzie mogła wnieść pozew do sądu wobec szkodzących jej działań za granicą? Jak działanie nowego aktywistycznego tworu pogodzić z zawartymi już i obowiązującymi nasze państwo międzynarodowymi umowami i zobowiązaniami? Oczywiście łaskawie reprezentowanie Odry w stosunkach międzynarodowych pozostawia się rządowi Rzeczypospolitej Polskiej. To łaska, a może zwykłe cwaniactwo, bo rozrabiać będzie aktywistyczna grupa komitetowa, a odpowiedzialność będzie ponosić zupełnie kto inny. Bardzo, bardzo sprytne. Po czwarte, projekt stwarza ryzyko ekonomiczne. Fundusz celowy na rzecz rzeki, finansowany z opłat środowiskowych i od przedsiębiorców, może odciągać środki potrzebne na realną ochronę środowiska, odbudowę siedlisk, zabezpieczenia przeciwpowodziowe. W praktyce to quasiprywatyzacja władzy państwowej i tworzenie instrumentu, który w rękach NGOs może blokować inwestycje pod pretekstem ochrony rzeki. Wreszcie ten projekt, który prowadzi do absurdu prawnego, to de facto legalizacja ekoterroryzmu. Blokowanie projektów państwowych i prywatnych będzie się odbywać w świetle prawa przez pełnomocników rzeki. Nadanie Odrze osobowości prawnej to eksperyment, którego skutki mogą być katastrofalne dla prawa, dla gospodarki, dla bezpieczeństwa obywateli, dla stosunków międzynarodowych, a nawet dla samej ochrony środowiska. Zamiast tego potrzebujemy realnej ochrony środowiska w ramach istniejącego prawa. Wasz projekt pokazuje, że od 2 lat rządzicie i od 2 lat uznajecie, że państwo sobie nie radzi. To wszystko według inicjatorów jest kluczowe dla zapewnienia skutecznej ochrony Odrze. Ja uważam, że ta cała romantyczna narracja to tylko eksperyment pośredniej prywatyzacji funkcji władczych. Jeśli to się uda, to w kolejce są np. lasy. A wszystko pod znanym już tytułem: ochrona i regeneracja, a nie eksploatacja. Tu w gruncie rzeczy nie o rzekę chodzi, ale o władzę. W imieniu klubu Prawo i Sprawiedliwość składam wniosek o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu. Przebieg posiedzenia
- konfrontacyjny30 kwietnia 2026 · pos. 56
„Minister Hennig-Kloska zameldowała Tuskowi, że obejdzie weto prezydenta ws. parku Doliny Dolnej Odry, łącząc Międzyodrze z Drawieńskim Parkiem oddalonym o 100 km."
Krytyka minister Hennig-Kloska za próbę obejścia weta prezydenta ws.
- konfrontacyjny30 kwietnia 2026 · pos. 56
„to jest ministerstwo szkodnictwa przyrodniczego i niebezpiecznej propagandy"
Poseł PiS oskarża resort klimatu o szkodnictwo przyrodnicze i marnotrawienie funduszy.