Stanisław Bukowiec
Bo można zawetować ustawę, nie można jednak zawetować potrzeb 10 mln Polaków.
Minister infrastruktury krytykuje weto prezydenta za blokadę reformy transportu publicznego.
Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Chciałbym zacząć nie od paragrafów, nie od sporów politycznych, nie od argumentów, które czasem padają w dyskusji, jak ma wyglądać transport publiczny w Polsce. Chciałbym zacząć od człowieka, od pasażera. Bo kiedy mówimy o ustawie o publicznym transporcie zbiorowym, mówimy tak naprawdę o tym, czy człowiek mieszkający w małej miejscowości, w wiosce, przysiółku będzie miał czym dojechać do lekarza, do szkoły, do pracy, do urzędu czy na dworzec. I właśnie z tego punktu widzenia trzeba dziś odpowiedzieć na podstawowe pytanie: Co pasażer otrzymał przez weto prezydenta? Niestety, ale gorzkim prezentem jest pusty rozkład jazdy, w którym nie ma żadnych połączeń. Straciliśmy przede wszystkim szansę na minimalny standard połączeń. Ustawa gwarantowała co najmniej cztery pary połączeń autobusów w dni robocze i dwie pary w dni wolne między gminami i powiatami oraz między powiatami a stolicami województw. To nie był przywilej, to absolutne minimum. Na mieszkańcu dużego miasta cztery autobusy dziennie mogą nie robić większego wrażenia, ale dla mieszkańca małej miejscowości dwa autobusy rano i dwa autobusy po południu mogą oznaczać różnicę między możliwością normalnego życia a wykluczeniem. Przez weto tego rozwiązania nie będzie. Pasażer stracił również możliwość skorzystania z przejazdu na żądanie. To rozwiązanie było skierowane właśnie do tych miejsc w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich, do których regularny autobus nigdy nie dotrze. To nie był tylko przepis w ustawie. To była konkretna pomoc dla człowieka, który dzisiaj często musi prosić o podwiezienie rodzinę lub sąsiada, a często nigdzie nie pojedzie, bo nie ma go kto wesprzeć. Dlatego rząd zaproponował rozwiązanie tych problemów. Pasażer stracił też elektroniczne rozkłady jazdy. W XXI w. chcieliśmy, żeby można było w Internecie sprawdzić, jak dojechać autobusem czy koleją, żeby pasażer nie szukał papierowego rozkładu jazdy na przystanku, żeby informacja o transporcie była dostępna tak, jak dostępna jest dziś informacja o innych usługach publicznych. Tego również przez weto nie będzie. Pasażer stracił również szansę na lepszą koordynację transportu autobusowego i kolejowego. Ustawa wprowadzała rolę integratora transportu na poziomie województwa. Chodziło o to, żeby ktoś spojrzał na transport z perspektywy nie tylko jednej gminy czy jednego powiatu, ale również całego regionu, żeby połączenia mogły być ze sobą skoordynowane, żeby autobus mógł dowieźć pasażera do pociągu, a nie odjeżdżać 5 minut przed jego przyjazdem. I wreszcie pasażer stracił szansę na szybszą wymianę najstarszego taboru i poprawę bezpieczeństwa. To szczególnie istotne w kontekście niedawnego wypadku na Węgrzech. Chybiony jest argument prezydenta, że rząd nie przeznacza środków na tabor w komunikacji publicznej.
