ETS w lotnictwie jest instrumentem kosztownym, częściowo bardzo nieskutecznym i obciążającym europejską konkurencyjność.
PiS krytykuje unijny ETS w lotnictwie jako kosztowny i szkodliwy dla konkurencyjności.
Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Wysoki Sejmie! Mam zaszczyt w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość przedstawić stanowisko wobec druku sejmowego nr 2822, czyli projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wsparcia zrównoważonego lotnictwa. Celem projektu jest dostosowanie polskiego prawa do unijnych przepisów ograniczających emisję gazów cieplarnianych w sektorze lotniczym. W praktyce nowelizuje on ustawę o systemie handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych oraz akty powiązane. Główne założenia, które podkreśla strona rządowa, to wyrównanie szans mniejszych i średnich przewoźników, w tym polskich, na europejskim rynku, likwidacja dotychczasowych preferencji dla największych linii lotniczych oraz zachęcanie do korzystania z bardziej ekologicznych paliw, przede wszystkim zrównoważonych paliw lotniczych. Jak to ma działać? Dotychczasowe darmowe uprawnienia do emisji przyznawano głównie na podstawie historycznych emisji. Faworyzowało to duże, ustabilizowane linie z wysokimi emisjami w okresie bazowym. Mniejsze i rozwijające się spółki, w tym polskie, dostawały proporcjonalnie mniej mimo wzrostu działalności. Projekt wprowadza stopniowe wycofywanie darmowych uprawnień i pełne przejście na system aukcyjny. Wszyscy operatorzy mają kupować uprawnienia na równych zasadach. Dodatkowo tworzy się specjalną pulę uprawnień, do 20 mln, zarezerwowaną dla tych, którzy używają kwalifikujących się zrównoważonych paliw. Ma to pokrywać część różnicy cenowej między droższym paliwem a konwencjonalną naftą lotniczą. Operatorzy składają wnioski w ramach raportów o emisji i mogą otrzymać przydział proporcjonalny do zużycia takich paliw. W projekcie precyzuje się również definicje, obowiązki sprawozdawcze i sankcje. Część wpływów z aukcji ma zasilać tzw. cele klimatyczne w lotnictwie. Na papierze brzmi to wszystko rozsądnie, natomiast system handlu uprawnieniami do emisji od lat prezentowany jest jako skuteczne rynkowe narzędzie redukcji emisji, jednak w praktyce dla lotnictwa oznacza przede wszystkim wzrost kosztów operacyjnych. Uprawnienia trzeba będzie kupować, a ich ceny, zależnie od spekulacji i polityki klimatycznej, potrafią być wysokie i niestabilne. Koszty te linie lotnicze przerzucają na pasażerów w postaci wyższych cen biletów. Dla mniejszych przewoźników, którzy i tak działają na niskiej marży, pełne aukcjonowanie może oznaczać poważne obciążenia konkurencyjności, nawet jeśli formalnie likwiduje historyczne przywileje dużych graczy. Europejskie linie konkurują przecież z przewoźnikami spoza Unii Europejskiej, którzy nie są objęci tym samym reżimem. Jaki może być efekt? Ryzyko utraty połączeń, przenoszenie ruchu poza Europę i tzw. carbon leakage - emisje nie znikają, tylko zmieniają adres. Zachęta w postaci specjalnej puli uprawnień jest krokiem we właściwym kierunku, ale niewystarczającym. Zrównoważone paliwa lotnicze są nadal znacznie droższe od konwencjonalnych, a ich dostępność - ograniczona. 20 mln z tytułu uprawnień to kropla w morzu potrzeb całego sektora. System ETS nie rozwiązuje fundamentalnego problemu: braku realnej skalowanej alternatywy technologicznej w krótkim i średnim terminie. Zamiast tego nakłada kolejne warstwy biurokracji: monitorowanie, raportowanie, wnioski, kontrole, które generują koszty operacyjne, zwłaszcza dla mniejszych operatorów. Podsumowuję. Projekt z druku nr 2822 rzetelnie wypełnia unijne zobowiązania i próbuje naprawić niektóre dysproporcje systemu. Nie zmienia jednak faktu, że
