Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Poseł Barbara Okuła (tekst niewygłoszony): Stanowisko Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wreszcie. Tak najkrócej można podsumować projekt, o którym dziś mówimy. Wreszcie ktoś zauważył, że w 2026 r. nie trzeba drukować, podpisywać i wysyłać listem poleconym zgody na to, żeby dostawać e-maile. O co chodzi w tej ustawie? Dziś wspólnik spółki z o.o., który chce dostawać zawiadomienia o zebraniach drogą elektroniczną, musi najpierw wysłać spółce osobny papier z własnoręcznym podpisem. To samo dotyczy pełnomocnictwa - jeśli wspólnik nie może osobiście przyjść na zgromadzenie i chce, żeby ktoś go zastąpił, to pełnomocnictwo też musi być na piśmie, pod rygorem nieważności. W praktyce oznacza to skanowanie, drukowanie, kurierów, a czasem po prostu - rezygnację z udziału w głosowaniu, bo termin goni, a papier nie dotarł na czas. Proszę sobie wyobrazić polskiego przedsiębiorcę, który ma wspólnika w Niemczech albo w Wielkiej Brytanii. Zbliża się zgromadzenie wspólników. Wspólnik nie może przylecieć osobiście, więc chce upoważnić kogoś w Polsce. Co musi zrobić? Wydrukować pełnomocnictwo, podpisać je własnoręcznie, znaleźć kuriera, zapłacić za międzynarodową przesyłkę i modlić się, żeby dotarła przed terminem. A jeśli spółka zmieni datę zgromadzenia w ostatniej chwili? Cała procedura zaczyna się od nowa. To nie jest ochrona porządku prawnego - to zwykła przeszkoda, która nie chroni nikogo, a kosztuje trochę czasu i pieniędzy. Ten projekt to upraszcza. Zamiast formy pisemnej wystarczy forma dokumentowa, czyli zwykły e-mail, skan, plik PDF. Nadal wiadomo, kto to wysłał, nadal można to zweryfikować, ale znika absurd polegający na tym, że w firmie, która działa w pełni cyfrowo, jeden dokument musi mieć fizyczny podpis, podczas gdy cała reszta dokumentacji korporacyjnej od dawna jest elektroniczna. Komu to pomoże najbardziej? Po pierwsze, wspólnikom zagranicznym, którzy dziś muszą czekać na przesyłkę kurierską z drugiego końca świata, żeby wziąć udział w polskim zgromadzeniu wspólników. Po drugie, małym i średnim firmom, których w Polsce jest ponad 630 tys. i które nie mają działów prawnych do pilnowania formalności. Po trzecie, zwykłej logice biznesowej, bo trudno wytłumaczyć przedsiębiorcy, dlaczego umowę o wartości 1 mln zł może podpisać elektronicznie z kontrahentem z drugiej strony świata, a zgody na otrzymywanie e-maili od własnej spółki już nie może. Co ważne, to nie jest przepis, który komukolwiek coś narzuca. Spółka, która chce zachować bardziej rygorystyczne zasady, np. formę pisemną albo nawet notarialną, może to po prostu zapisać w swojej umowie. Ustawa daje wybór, nie nakłada obowiązku. Kto chce zostać przy starych zasadach - zostaje. Kto chce iść do przodu - może. Oczywiście, przy okazji konsultacji padały pytania o bezpieczeństwo, o to, czy łatwiej będzie kogoś oszukać, podszyć się pod wspólnika, sfałszować pełnomocnictwo. To uczciwe pytanie i trzeba je zadawać przy każdej zmianie prawa dotyczącej dokumentów. Ale odpowiedź jest prosta: dziś też można podrobić podpis, a forma pisemna nigdy nie była gwarancją 100-procentowego bezpieczeństwa. Prawdziwym zabezpieczeniem nie jest rodzaj papieru, tylko zdrowy rozsądek spółki i jej procedury weryfikacji. Tego rozsądku ten projekt wcale nie wyłącza, wręcz przeciwnie, zostawia spółkom pełną swobodę, by mogła dostosować poziom ostrożności do swoich potrzeb. Warto też dodać, że ta zmiana nie kosztuje budżetu państwa ani złotówki. Nie tworzy nowych urzędów, nie generuje nowych obowiązków sprawozdawczych. To rzadki przykład ustawy, która wyłącznie odejmuje: zbędny formalizm, zbędny czas, zbędne koszty. Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Nie każda ustawa musi być rewolucją. Czasem najlepsza zmiana to taka, która po prostu usuwa z prawa coś, co dawno straciło sens. Ten projekt właśnie taki jest: prosty, potrzebny i spóźniony o dobrych kilka lat. Dlatego proszę o jego poparcie. Dziękuję. Przebieg posiedzenia
