Opłata reprograficzna nie jest wynagrodzeniem dla twórców za korzystanie z ich pracy twórczej, bo za to Polacy już płacą, tylko rekompensatą za prywatne kopiowanie utworów.
Poseł Anna Paluch krytykuje minister kultury za ukryty podatek na smartfony i komputery.
Pełna wypowiedź
1 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
w sprawie tzw. opłaty reprograficznej. Urządzenia, od których będzie pobierana ta opłata, a w gruncie rzeczy podatek, to np. telefony komórkowe, w tym smartfony, tablety, komputery stacjonarne i przenośne, telewizory z wbudowaną pamięcią lub funkcją nagrywania, dekodery, odtwarzacze audio i wideo, dyski twarde, karty pamięci, kopiarki, skanery, drukarki, a nawet papier w formacie A3 i A4. Przedsiębiorco, nawet kiedy wyposażasz firmę w nowy sprzęt, który nie służy do oglądania materiałów audio i wideo, tylko do pracy, zapłacisz ten quasipodatek w wysokości 1, 2%, bo sprzedający, co jasne, wliczy go do ceny dostarczanych na rynek urządzeń. Opłata reprograficzna nie jest wynagrodzeniem dla twórców za korzystanie z ich pracy twórczej, bo za to Polacy już płacą, tylko rekompensatą za prywatne kopiowanie utworów. Pobieranie takich opłat miało jakiś sens 20 lat temu, kiedy Polacy gremialnie kopiowali treści na kasetach VHS i podobnych nośnikach. Dzisiaj w dobie Internetu jest to ukryty podatek nałożony bez konsultacji, bez oceny skutków regulacji, bez ustawy, którą można by w tej kwestii zawetować, bez wyraźnej szkody dla twórców, którą miałaby pokryć ta opłata, a to jest przecież warunek zawarty w prawie Unii Europejskiej. Krótko mówiąc, prawo, tak jak pani minister je rozumie, wzorem kierownika.
