To jest draństwo, a nawet zbrodnia.
Poseł PiS krytykuje rząd za opóźnienia w pomocy powodzianom i oskarża o oszustwo.
Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość mam zaszczyt przedstawić stanowisko wobec rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn, druk nr 2489. Projekt ustawy ma na celu przedłużenie o rok obowiązywania zwolnienia od podatku od spadków i darowizn w przypadku darowizn, które zostaną przeznaczone przez obdarowanego w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2026 r. na usunięcie skutków powodzi z września 2024 r. na terenie gmin wskazanych w wykazie gmin, w których były lub są stosowane szczególne rozwiązania związane z usuwaniem skutków powodzi z września 2024 r. Każde rozwiązanie mające na celu przyjście z pomocą powodzianom należy ocenić pozytywnie. Tak też jest w przypadku tego projektu ustawy. Jednakże dziś jest 12 maja 2026 r. Panie ministrze, dlaczego rząd zwlekał z wprowadzeniem pod obrady Sejmu tego projektu aż 4,5 miesiąca od rozpoczęcia roku, w którym będzie stosowane zwolnienie od podatku? Czy to tylko brak wyobraźni i kompetencji? Każdy racjonalnie myślący człowiek wie, że skutków tak dużej i dotkliwej powodzi jak ta z września 2024 r. nie da się usunąć w ciągu roku. Może lepiej będzie od razu przesunąć termin obowiązywania zwolnienia od podatku na następne 2 lata. W przyszłym roku może się bowiem okazać, że rząd znowu zapomni o powodzianach. Przedmiotowa ustawa dotyczy tylko jednego, drobnego elementu w całym katalogu niezałatwionych spraw związanych z powodzią z 2024 r. Pomimo zapewnień premiera Donalda Tuska o odbudowie zalanych terenów i udzieleniu pomocy powodzianom rząd nie przeznacza na ten cel wystarczających środków finansowych. Przede wszystkim jednak brakuje dobrej woli po stronie urzędników m.in. w sprawach wykupu przez PGW Wody Polskie zalanych domów. Jak się okazuje, rok i 8 miesięcy od powodzi to dla rządu za mało czasu, aby zaktualizować granice stref zalewowych, które w obecnym kształcie obowiązują od czasu powodzi z 1997 r. Dochodzi, proszę państwa, do kuriozalnych sytuacji, gdy właścicielom domów oddalonych od granicy strefy zalewowej dosłownie o 1 metr odmawia się prawa do złożenia wniosku o dobrowolny wykup nieruchomości, mimo że dom był zalany do wysokości 4 metrów. Taka sytuacja była m.in. w miejscowości Stójków w gminie Lądek-Zdrój czy w miejscowości Rostoki w gminie Międzylesie. Zespół inżynierów hydrologów pod kierownictwem prof. Janusza Zaleskiego z IMGW w ubiegłym roku opracował koncepcję wyznaczenia nowych granic stref zalewowych oraz budowy zabezpieczeń przeciwpowodziowych, która do tej pory nie została przyjęta przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Cierpią na tym powodzianie, którzy mieszkają w kontenerach, bo ich domy nie nadają się do zamieszkania. Równie źle wygląda sytuacja spółdzielni mieszkaniowych, które dotąd nie otrzymały żadnego wsparcia finansowego na odbudowę i remont części wspólnych budynków, takich jak węzły ciepłownicze, oraz infrastruktury zewnętrznej, czyli dróg dojazdowych, chodników, ławek i parkingów. Dlaczego rząd tak opieszale usuwa skutki powodzi z roku 2024? Powodzianie, których wnioski o wykup nieruchomości zostały odrzucone, często słyszą od urzędników, że nie ma pieniędzy. Podobnie gminy nie mogą realizować inwestycji w zakresie odbudowy i remontów po powodzi. Wójtowie i burmistrzowie zalanych miejscowości mówią, że brakuje im środków finansowych na wkład własny. Dlaczego? Przecież już kilka dni po powodzi, 19 września 2024 r. we Wrocławiu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wspólnie z premierem Donaldem Tuskiem zapewniali, że Polska na usuwanie skutków powodzi otrzyma z Funduszu Spójności 5 mld euro, tj. ponad 21 mld zł, i że będzie to pomoc pokrywająca 100% kosztów odbudowy, bez konieczności wkładu własnego. Pytam zatem w imieniu powodzian m.in. z ziemi kłodzkiej, Lądka-Zdroju, ze Stronia Śląskiego i z wielu innych miejscowości, gdzie są te pieniądze. Gdzie jest obiecana pomoc? Do tego, że Donald Tusk nie dotrzymuje słowa, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Kiedy jednak państwo poprzez swoich funkcjonariuszy oszukuje i pozbawia nadziei obywateli, których życie i majątek uległy zniszczeniu wskutek powodzi
