...za chwilkę będzie składał nowe obietnice. To jest doskonały moment, drodzy państwo, na to, byście zaczęli spełniać jedną z waszych fundamentalnych obietnic sprzed kilkunastu miesięcy. Nie potraficie sami, to wam pomagamy. Wiemy, że to jest diabelnie trudny legislacyjnie projekt wielkiej rewolucji podatkowej. Trzeba wpisać cyfrę 60 tys., trzeba powiązać ją z ustawą dotyczącą wynagrodzenia minimalnego. Zrobiliśmy to po wielkich bólach i walkach, bo okazało się, że czasami proste rzeczy są trudne. Ale zrobiliśmy to, wam się nie udało. Nie udało wam się złożyć takiego projektu, więc mamy nadzieję, że będziecie pracować nad naszym. Ta zmiana, mówiąc całkiem poważnie, to jest minimum przyzwoitości. Zmiany podatkowe, które powinniśmy przeprowadzić, to są zmiany takie jak obniżenie podstawowej stawki VAT do minimalnej dopuszczalnej przez Unię Europejską, czyli 15%, doprowadzenie do tego, żeby tam, gdzie VAT może być obniżony, był obniżony - są projekty w tym zakresie w Wysokiej Izbie - doprowadzenie do tego, żeby rząd wydawał mniej pieniędzy, bo najlepiej pieniądze wydają sami obywatele. Chcemy chronić tych, których w Polsce jest zbyt wielu, czyli ludzi najmniej zarabiających. To im chcemy co miesiąc zostawić w kieszeni 1155 zł i chcemy, żebyście nam w tym pomogli. Za chwilę Rafał Trzaskowski, Szymon Hołownia, Magdalena Biejat ruszą w Polskę. Jeżeli się zarejestrują, zbiorą 100 tys. podpisów, staną się nie kandydatami na kandydata, ale kandydatami na prezydenta i będą obiecywać te rzeczy. My na ich wiece, spotkania, jeżeli zaczną się wreszcie otwarcie spotykać z obywatelami jak nasz kandydat na prezydenta Sławomir Mentzen, będziemy przychodzić z pikietówkami, będziemy wskazywać: 60 tys. kwoty wolnej i pytać Rafała Trzaskowskiego, gdzie był przez kilkanaście miesięcy, gdy nie realizowaliście tej obietnicy. Bo to, szanowni państwo, Wysoka Izbo, jest nie byle jaka obietnica. To jest jeden z legendarnych wielkich 100 konkretów na pierwszych 100 dni rządzenia. (Poseł Roman Fritz: Ha, ha, ha!) Tak było. Niektórzy, jak pan Szejnfeld, mówili, że trochę z przymrużeniem oka było te 100 konkretów na 100 dni, bo właściwie to było 100 konkretów na 4 lata. Ale kochani, zaraz będziemy na półmetku tej kadencji, mija kilkanaście miesięcy i jeżeli w tak prostej sprawie nie daliście rady, to co z innymi waszymi obietnicami? My wiemy, że to jest kosztowna obietnica. Jest to kosztowna obietnica dla budżetu, ale wiedzieliśmy to, gdy konkurowaliście z nami o głosy ludzi, którzy chcą niskich i prostych podatków, i opowiadaliście to w kampanii. Ten konkret sprawił, że ludzie na was zagłosowali. Teraz, po kilkunastu miesiącach, oni mówią tak: miał być dobrowolny ZUS - obietnica Trzeciej Drogi, ale okazał się zwolnieniem z ZUS-u w pewnych specyficznych przypadkach na miesiąc, raz na kilka lat, jeżeli ktoś udowodni, że jest mu ciężko, trudno. To nie jest dobrowolny ZUS. Weszło to w wersji będącej parodią obietnicy. Miała być składka zdrowotna dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą przywrócona do modelu, który obowiązywał przed wprowadzeniem tzw. Polskiego Ładu. Czy to się wydarzyło? Nie wydarzyło się. Utknęły nawet projekty złożone przez przedstawicieli waszej koalicji, które miały obniżać tę składkę dużo mniej radykalnie, niż obiecywaliście. One utknęły, nie zostały przeprowadzone do końca. Widzimy, że w tym zakresie się dzielicie. Lewica jest temu oczywiście absolutnie przeciwna, jak wszystkim rozsądnym postulatom czy społecznym, czy ekonomicznym, czy gospodarczym. Utknęły inne projekty, w przypadku których wam pomagamy, tak jak to, że jeżeli w trakcie 60 dni nie masz dostępu do specjalisty... To obietnice panów Hołowni i Kosiniaka-Kamysza, premiera i marszałka. Ta propozycja utknęła. My ją złożyliśmy, czekamy, aż pan marszałek wreszcie przypomni sobie, że Konfederacja pomaga mu spełnić jego własną obietnicę, nada bieg temu projektowi ustawy i zaczniemy tutaj, w Wysokiej Izbie, o tym rozmawiać. Pomagamy wam dzisiaj z kwotą wolną. Liczymy, że tę pomocną dłoń najbardziej rozsądnej gospodarczo i ekonomicznie formacji w tym Sejmie, czyli Konfederacji, przyjmiecie, uściśniecie i po bratersku jak Polacy z Polakami, Polki z Polkami będziemy pracować nad tym, żeby najbiedniejsi ludzie płacili miesięcznie o 1155 zł mniej podatków i danin publicznych, bo to jest 1155 zł więcej na jedzenie, na picie - tak, niektórzy piją, jak ostatnio się okazało - na rozrywkę, na wczasy dla dzieci, dla rodziny.