Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Debatujemy dzisiaj nad zmianą przepisów dotyczących wykorzystywania relacji zależności do celów seksualnych, nad nowelizacją Kodeksu karnego w zakresie art. 199. Trzeba powiedzieć wprost: ten przepis dotyczy sytuacji, które w ostatnich latach bardzo wyraźnie wybrzmiały w debacie publicznej - sytuacji, w których przemoc seksualna polegała nie na użyciu siły fizycznej, lecz na nadużyciu władzy, przewagi psychicznej. Mówimy o sytuacjach z rynku pracy, z uczelni, z instytucji publicznych. Mówimy o historii, które w Polsce, podobnie jak na całym świecie, zaczęły być głośno opowiadane w związku z ruchem Me Too. To właśnie wtedy tysiące kobiet, ale także mężczyzn zaczęły mówić o doświadczeniach, które wcześniej były spychane do sfery milczenia: o szefach, którzy sugerowali awans w zamian za bliższą relację, o wykładowcach, którzy wykorzystywali swoją pozycję wobec studentek, o przełożonych, którzy dawali do zrozumienia, że od dobrej atmosfery zależy czyjaś przyszłość zawodowa. W takich sytuacjach formalnie może nie być przemocy, ale jest presja, zależność, nierówność sił. Właśnie dlatego art. 199 Kodeksu karnego jest tak ważny, bo mówi jasno, że wykorzystywanie czyjejś zależności albo trudnej sytuacji życiowej do celów seksualnych jest przestępstwem. Wysoka Izbo! Autonomia seksualna nie kończy się na zakazie gwałtu. Autonomia seksualna to także prawo do tego, aby nie być zmuszanym do relacji seksualnych poprzez władzę, presję ekonomiczną czy instytucjonalną. Wyobraźmy sobie młodą kobietę w pierwszej pracy, na umowie śmieciowej. Wyobraźmy sobie studentkę, w przypadku której wynik egzaminu zależy od dobrej opinii promotora. Wyobraźmy sobie osobę, która znajduje się w trudnej sytuacji życiowej i trafia na kogoś, kto ma nad nią przewagę. Niestety, nie musimy sobie tego wyobrażać, bo to są realne historie z firm, uczelni, instytucji. Dlatego państwo musi jasno powiedzieć, że władza nad drugim człowiekiem nie może być narzędziem seksualnego nacisku. W projekcie przewidziano zmianę brzmienia przepisu poprzez wprowadzenie typu kwalifikowanego, w przypadku gdy sprawca korzysta z autorytetu, przewagi informacyjnej czy instytucjonalnej, oraz podwyższenie sankcji za takie czyny. Można oczywiście dyskutować o szczegółach legislacyjnych, o konstrukcji przepisów czy o proporcjonalności kar, ale nie możemy zapominać o najważniejszym pytaniu: Czy państwo stoi po stronie osób słabszych w relacjach władzy? Przemoc seksualna w relacjach zależności bardzo długo - zbyt długo - była bagatelizowana. Słyszeliśmy: takie są realia, tak działa środowisko, lepiej nie robić problemów. Właśnie takie myślenie było powodem, dla którego tak wiele osób milczało przez tak wiele lat. Ruch Me Too pokazał coś bardzo ważnego: problem niestety nie dotyczy jednostkowych przypadków, ale to systemowe nadużycia w relacjach władzy - w miejscach pracy, na uczelniach, w świecie kultury, mediów, biznesu. Dlatego ochrona autonomii seksualnej musi obejmować także te sytuacje, w których presja jest subtelna, ale bardzo realna. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć, że samo podwyższanie kar nie rozwiązuje problemu. Potrzebujemy jasnych procedur antydyskryminacyjnych w miejscach pracy, realnych mechanizmów zgłaszania nadużyć na uczelniach, wsparcia dla osób pokrzywdzonych, które często boją się mówić, bo ryzykują karierę albo bezpieczeństwo ekonomiczne. Autonomia seksualna to nie tylko pojęcie z Kodeksu karnego. To prawo człowieka do decydowania o swoim ciele bez presji wynikającej z nierówności. Kończąc, chciałabym powiedzieć, że Lewica jest za dalszymi pracami i skierowaniem tego projektu do komisji. Dziękuję. Przebieg posiedzenia