Szanowna Pani Marszałek! Panie i Panowie Posłowie! Wysoka Izbo! Konsument, stając dzisiaj przed sklepową półką, stawiany jest przed coraz trudniejszymi wyborami. Często stoi przed dwoma, wydawałoby się, identycznymi produktami. Pierwszy wytworzyła mała polska firma, która rzeczywiście ograniczyła zużycie energii, zmieniła surowce na ekologiczne, zainwestowała w trwałe opakowania, a druga ma ładny zielony listek i hasło, że jest przyjazna dla planety. I dzisiaj niestety często się zdarza, że uwagę klienta przyciąga ten produkt z listkiem i on wygrywa. Nie dlatego, że jest lepszy dla środowiska, dla klienta, dla konsumenta, lecz dlatego, że ta obietnica była tańsza dla przedsiębiorcy niż faktyczna zmiana. Projekt, który jest rozpatrywany dzisiaj przed Wysoką Izbą, ma tę logikę odwrócić. Mówiąc krótko, na rynku ma być premiowany dowód, że produkt faktycznie ma charakter ekologiczny, a nie tylko dekoracja z zielonego listka. Dyrektywa, która wdrażana jest dzisiejszą ustawą, doprecyzowuje zasadę, która od wielu lat obowiązuje w polskim systemie: przedsiębiorca nie może wprowadzać konsumenta w błąd. Dotyczy to także słów ˝eko˝, ˝zielony˝, ˝neutralny klimatycznie˝ czy znaków jakości sugerujących korzyści dla środowiska, które są tylko pozorne. Ta ustawa, wbrew temu, co mogliśmy tutaj dzisiaj usłyszeć, nie jest przeciwko zielonemu marketingowi. Ta ustawa jest przeciwko marketingowi bez pokrycia, przeciwko pustym, fałszywym twierdzeniom, które mogą wprowadzać konsumenta w błąd
. Ta ustawa nigdzie nie zakazuje mówić o środowisku, ona tylko wymaga, żeby przedsiębiorcy mówili konkretnie, prawdziwie i w sposób, który konsument jest w stanie zweryfikować. Greenwashing nie jest sporem o słowa, gdyż to jest realna gospodarcza szkoda. Ta szkoda odbiera często klienta firmie, która faktycznie poniosła koszty zmiany, koszty bycia ekologiczną, i przekazuje klienta firmie, która tylko pozoruje, która wydaje jedynie na reklamę pozorującą bycie ekologiczną. To jest różnica zarówno dla konsumentów, jak i dla polskiego biznesu. Bo konsument ma otrzymywać informację, której może ufać, a uczciwy przedsiębiorca, który poniósł koszty, ma mieć pewność, że jego inwestycja nie przegra z fikcyjnym medalem, zielonym listkiem czy czymkolwiek innym zaprojektowanym wyłącznie w dziale reklamy. Jest to szczególnie, moim zdaniem, ważne dla polskich małych i średnich przedsiębiorstw, które nie mają budżetów promocyjnych, ale często konkurują jakością produktów, właśnie ekologicznością, specjalizacją i wiarygodnością swoich produktów. Ten projekt ma sprawić, że te cechy faktycznie będą miały wartość rynkową, którą konsument będzie w stanie zweryfikować. Bo korzyść dla biznesu to równe warunki gry, tak aby firma, która poniosła koszty i ogranicza wpływ na środowisko, mogła uczciwie konkurować z podmiotem, który ograniczył się do zmiany koloru opakowania. Odnosząc się do zagadnień, które pojawiły się tutaj w wypowiedziach szanownych pań i panów posłów, wyjaśnię, że ustawa ta dotyczy wyłącznie stosowanego przez przedsiębiorców dobrowolnego oznakowania ekologicznego. Nie jest prawdą, że zmusza ona polskich przedsiębiorców masowo do wchodzenia w systemy certyfikacji, raportowania, ESG i w inne rzeczy. Jest to całkowita nieprawda. Wystarczy, że przedsiębiorca będzie posługiwał się precyzyjnym określeniem korzyści środowiskowych ze swoich produktów. Nie wystarczy, że powie, że produkt jest eko i przylepki znaczek, ale wystarczy, że powie, że jego opakowanie faktycznie pochodzi z materiałów ponownie używalnych, że jego energia pochodzi ze źródeł zielonych. Takie precyzyjne komunikaty w zupełności wystarczą i one wyłączają konieczność jakiejkolwiek certyfikacji. O konieczności wykazywania czy certyfikacji innymi środkami mówimy tylko, kiedy przedsiębiorca posługuje się właśnie ogólnikowymi hasłami czy wzorami typu EKO czy ˝przyjazne dla środowiska˝, których w normalnych warunkach konsument w żaden sposób nie jest w stanie zweryfikować. Szanowni Państwo! Padły pytania dotyczące reakcji biznesu. Ja akurat pracuję nad tym projektem od samego początku i jestem niezwykle pozytywnie zaskoczony odbiorem tej ustawy przez biznes, bo wbrew temu, co można usłyszeć, w większości był on jak najbardziej pozytywny. Duża część przedsiębiorców już dostosowała się do tych regulacji, część jest w procesie, natomiast większość przedsiębiorców widzi korzyści wynikające z możliwości uczciwego komunikowania kwestii bycia ekologicznym. Padło to też w jednym z pytań, dlaczego projekt tak długo jest procedowany i czy z tego tytułu w Polsce grożą sankcje. Ten projekt jest procedowany tak długo, bo praktycznie cały okres był poświęcony na rozmowy, dialog z biznesem. To jest ten przykład projektu, który praktycznie wyszedł poza ramy rządowego procesu legislacyjnego i otworzył się na biznes i rozmowy, jak ten uczynić, by był on jak najlepszy dla polskiego biznesu. To projekt, który był prekonsultowany na samym początku, następnie podlegał dodatkowym konsultacjom, uzgodnieniom, i cały czas odbywało się to w dialogu z biznesem, co potwierdzało wiele izb branżowych. Praktycznie wszystkie postulaty, które można było w tej ustawie zrealizować, a które pozostawały w zgodzie z prawem Unii Europejskiej, w tym projekcie zostały uwzględnione. Dlatego też tutaj padło pytanie o rzecznika małych przedsiębiorców. Rzecznik w trakcie prac nad projektem nie zgłosił uwag do finalnej wersji, nie było ze strony zastrzeżeń do procedowanego brzmienia. Jeśli chodzi o Komisję Europejską, to też jesteśmy z nią cały czas w kontakcie i wskazujemy na kwestie, dlaczego prace nad projektem toczą się w innym tempie, jak trudne są te regulacje, i Komisja to rozumie. W tym momencie Polsce nie grożą kary żadne z tego tytułu. To też padło w trakcie dzisiejszego posiedzenia komisji. Duża część krajów europejskich też cały czas pracuje się nad swoimi projektami. To nie są proste przepisy, one faktycznie muszą zostać przygotowane w takiej formie, która będzie dawała biznesowi szansę na uczciwe konkurowanie. Idąc dalej, jeżeli chodzi o czas na przygotowanie się. Padały tu też kwestie tego dotyczące, w szczególności mówił o tym pan poseł Gwóźdź. Szanowni państwo, w projekcie, który został przyjęty dzisiaj przez komisję, w wyniku poprawek poselskich wydłużone zostało vacatio legis, przedłużono czas wejścia w życie całej ustawy o rok. Projekt zacznie obowiązywać dopiero 27 września przyszłego roku, co daje tym przedsiębiorcom, którzy jeszcze nie dostosowali się do tych wymagań, cały rok na modyfikację komunikacji marketingowej, wysprzedaż produktów, przygotowanie się. Wydaje mi się, że jest to czas racjonalny, który pozwoli tym firmom w sposób pełny wejść w funkcjonowanie tych realiów. Poza tym prezes urzędu cały czas pozostaje w dialogu z biznesem, czego wynikiem będzie też to, co od samego początku biznesowi obiecaliśmy, czyli wytyczne prezesa urzędu, w jaki sposób te przepisy w praktyce będą stosowane. Obiecaliśmy to biznesowi, obiecaliśmy to małym przedsiębiorcom, tak żeby razem z nami, wspólnie, te przepisy mogły być wdrożone jak najmniejszym kosztem po stronie biznesu. Padło pytanie o potencjalne sankcje dla małych przedsiębiorców, czy te kary nie są nadmiarowe. Szanowni państwo, po pierwsze, prezes urzędu, rozpoczynając działania, tak jak przy innych implementowanych aktach, nigdy do tej pory nie zaczynał od karania, tylko właśnie od dialogu z biznesem, wskazywania, rozwiązywania wątpliwości, wskazywania ścieżki czy ewentualnego pokazywania, które obszary jeszcze wymagają zaopiekowania. Dopiero później, jeżeli te wszystkie miękkie działania, ten dialog nie osiągają rezultatu, postępowania, sankcje są de facto ostatnim środkiem, po który urząd sięga. Tak samo będzie w tym przypadku. Liczymy, że w uczciwej współpracy z biznesem te regulacje zostaną wdrożone w życie. Padło również pytanie dotyczące niezależnego eksperta. Czy ta definicja nie powinna być doprecyzowana? Szanowni państwo, we wcześniejszych wersjach projektu ta definicja była dostosowana, natomiast przedsiębiorcy, izby branżowe wskazywali, że ta definicja właśnie powinna pozostać katalogiem otwartym. Przede wszystkim dlatego, że również dyrektywa, którą wdrażamy, tę definicję zostawia otwartą. Ona w czwartym motywie określa tylko główne elementy, które wskazują, że dana osoba może być ekspertem, czyli niezależność, kompetencje, doświadczenie, ale mówimy tutaj o takiej mnogości branż i specjalizacji, że jakiekolwiek zawężenia w mojej ocenie tylko utrudniałyby przedsiębiorcom znalezienie właściwych ekspertów, którzy wspomogą ich w procesie, tam gdzie będzie to niezbędne, wykazywania elementów zgodności z regulacjami. Z pytań, na które jeszcze nie odpowiedziałem, padły też takie dotyczące kosztów dla MŚP. Faktycznie kilku panów posłów wskazywało, że w OSR on jest wskazany jako zero. Proszę zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, zero wskazane jest w kosztach dla budżetu państwa, bo faktycznie prezes urzędu na realizację tej ustawy nie otrzymał z budżetu ani złotówki, więc wszystkie kwestie wykonania tej ustawy będzie realizował w ramach posiadanych środków budżetowych i będziemy musieli zrobić to efektywnie bez jakichkolwiek dodatkowych zasobów. Jeżeli chodzi o biznes, kwota zero, która tam się pojawia, wynika tylko z metodologii OSR. Wynika z metodologii, w jaki sposób pokazuje się koszty. Jest ona trochę odmienna od metodologii komisji. Jak państwo wejdziecie dalej w szczegóły OSR, to zobaczycie, że potencjalne koszty dla biznesu są wykazane. Tylko dlatego, że są to koszty przyszłe i niepewne, nie wykazuje się ich w takiej formule nominalnej. Jeżeli chodzi o impact assessment, czyli ocenę skutków regulacji, której dokonała komisja, to ona została dokonana pewną średnią europejską. Uważamy, że kwoty, które tam są pokazane, czyli ok. 600 euro na starcie i później rocznie rzędu ok. 50-100 euro, to będą faktycznie uśrednione koszty, które będą ponosiły przedsiębiorstwa, które w te systemy certyfikacji mimo wszystko zechcą wejść i mimo wszystko dalej będą chciały posługiwać się ogólnymi twierdzeniami. Przy czym mówię, że wcale nie muszą ponosić tych kosztów. Wystarczy, że hasła ekologiczne będą precyzyjne i dokładnie będą wskazywały, który charakter jest ekologiczny, co w ogóle wyklucza z konieczności korzystania takich systemów certyfikacji. Wydaje mi się, szanowni państwo posłowie, że na najważniejsze pytania odpowiedziałem, jeżeli jakieś mi umknęło, to oczywiście służę, czy teraz, czy później, w formie pisemnej, jestem w stanie to uszczegółowić. Bardzo dziękuję i proszę wysoką Izbę o przyjęcie tego projektu. Szczerze uważam, że korzyści z niej płynące zarówno dla konsumentów, jak i dla polskiego biznesu są na tyle istotne, że ustawa ta powinna wejść do polskiego systemu prawnego. Bardzo dziękuję. Przebieg posiedzenia