Pełna wypowiedź
7 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
W sprawie tego, czym dla państwa polskiego jest pamięć. Czym jest polska tożsamość. Czym jest obowiązek wobec własnego narodu. I czy rząd Rzeczypospolitej Polskiej pamięta jeszcze, że w pierwszej kolejności ma służyć Polsce, polskiej historii, polskim ofiarom i polskim bohaterom. W ostatnim czasie opinia publiczna dowiedziała się, że blisko 50 mln zł ma zostać przeznaczone na projekt ˝Żydowskie Dziedzictwo Kulturowe˝. Projekt szeroki, wieloletni, obejmujący edukację, digitalizację, kampanie społeczne, działania lokalne, działania skierowane do dzieci, młodzieży i nauczycieli, działania promocyjne i międzynarodowe. Nie kwestionuję tego, że dziedzictwo żydowskie jest częścią historii ziem polskich. Nie kwestionuję potrzeby ochrony cmentarzy, synagog, dokumentów, świadectw i miejsc pamięci. Nie kwestionuję obowiązku pamięci o zagładzie, która była zbrodnią niemiecką dokonaną na okupowanych ziemiach polskich. Nie o to chodzi. Chodzi o proporcje. Chodzi o priorytety. Chodzi o elementarną sprawiedliwość wobec narodu polskiego. Bo w tym samym czasie, gdy znajdują się dziesiątki milionów złotych na projekt dotyczący dziedzictwa społeczności żydowskiej, brakuje determinacji i środków na instytucje, które powinny być absolutnym fundamentem polskiej polityki pamięci. Brakuje środków na upamiętnienie polskich ofiar ludobójstwa wołyńskiego. Brakuje środków na Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Chełmie. Brakuje środków na Centrum Solidarności ˝Stocznia˝ w Szczecinie. Brakuje pieniędzy na pełne, godne i nowoczesne opowiadanie światu o polskim cierpieniu, polskiej walce, polskim bohaterstwie i polskiej ofierze. I dlatego trzeba powiedzieć jasno: państwo polskie nie może być hojniejsze dla cudzych projektów pamięci niż dla własnej pamięci narodowej. Nie może być tak, że polski podatnik ma finansować wielkie programy dotyczące historii innych wspólnot, a jednocześnie polskie ofiary czekają na godne upamiętnienie. Nie może być tak, że znajdują się pieniądze na kampanie społeczne, konferencje, edukację i promocję w jednym obszarze, a dla Wołynia, dla ofiar komunizmu, dla ofiar niemieckiej okupacji, dla ofiar sowieckich deportacji, dla żołnierzy wyklętych, dla Armii Krajowej, dla polskiego podziemia niepodległościowego i dla ˝Solidarności˝ słyszymy: nie teraz, nie ma środków, nie ma decyzji, nie ma politycznej woli. To jest odwrócenie hierarchii obowiązków państwa. Państwo polskie ma obowiązek dbać o całe dziedzictwo Rzeczypospolitej, ale w pierwszej kolejności ma obowiązek wobec własnego narodu. Wobec tych, którzy ginęli za Polskę. Wobec tych, których mordowano dlatego, że byli Polakami. Wobec tych, których wywożono na Sybir. Wobec tych, których Niemcy rozstrzeliwali, palili żywcem, zamykali w obozach koncentracyjnych i eksterminacyjnych. Wobec tych, których mordowali Sowieci. Wobec tych, których po 1944 r. torturował komunistyczny aparat terroru. Wobec tych, których zabijano w katowniach bezpieki tylko dlatego, że pozostali wierni niepodległej Polsce. Tutaj dochodzimy do drugiej sprawy: jeżeli państwo polskie finansuje wielki projekt dotyczący historii Żydów w Polsce, to ta historia nie może być opowiadana wybiórczo. Nie może być opowiadana wyłącznie przez pryzmat kultury, współistnienia, zagłady i edukacji antydyskryminacyjnej. Historia musi być pełna. Historia musi być uczciwa. Historia musi obejmować także fakty trudne, niewygodne i bolesne. Nie wolno przypisywać odpowiedzialności zbiorowej żadnej społeczności. Nigdy. Odpowiedzialność zawsze ponoszą konkretni ludzie za konkretne czyny. Ale właśnie dlatego nie wolno też tych konkretnych ludzi wymazywać z historii tylko dlatego, że ich biografie są niewygodne dla obowiązującej narracji. Jeżeli mówimy o historii Żydów w Polsce, to trzeba mówić także o konkretnych osobach pochodzenia żydowskiego zaangażowanych w komunistyczny aparat terroru. Trzeba mówić o Stefanie Michniku, Romanie Romkowskim, Anatolu Fejginie, Józefie Różańskim, Julii Brystiger, Helenie Wolińskiej-Brus, Mieczysławie Mietkowskim, Józefie Światle czy Salomonie Morelu. Trzeba mówić o ich roli w aparacie represji. Trzeba mówić o sądownictwie wojskowym, bezpiece, więziennictwie, procesach pokazowych, śledztwach, torturach, wyrokach śmierci i prześladowaniach polskich patriotów. Trzeba mówić o ofiarach tych działań: żołnierzach Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia ˝Wolność i Niezawisłość˝, duchownych, inteligencji, działaczach niepodległościowych, ludziach, którzy po wojnie nie pogodzili się z sowiecką okupacją Polski. To nie jest atak na Żydów. To jest obrona prawdy historycznej. Tak samo należy mówić o skomplikowanych i bolesnych wydarzeniach z lat 1939-1941 na Kresach Wschodnich. Należy mówić o sowieckiej okupacji, o deportacjach Polaków, o konfiskatach majątków, o donosach, o lokalnych strukturach komunistycznych, o tych, którzy pomagali sowieckiemu aparatowi represji w identyfikowaniu polskich elit. I znowu: nie po to, by obciążać całą społeczność. Nie po to, by tworzyć odpowiedzialność zbiorową. Ale po to, by nie fałszować historii przez przemilczenie. Bo przemilczenie także jest kłamstwem. Jeżeli w przestrzeni publicznej przez lata opowiada się o relacjach polsko-żydowskich głównie w taki sposób, że Polak ma się wstydzić, Polak ma się tłumaczyć, Polak ma przepraszać, Polak ma być podejrzany, Polak ma być stawiany w roli sprawcy albo biernego świadka, to państwo polskie ma obowiązek powiedzieć: dość. Dość jednostronności. Dość pedagogiki wstydu. Dość finansowania za publiczne pieniądze narracji, które pomijają polskie cierpienie. Dość historii pisanej w taki sposób, w którym polska ofiara jest niewygodna, a polskie bohaterstwo jest marginalizowane. Polacy mają prawo domagać się prawdy o rodzinie Ulmów. O Radzie Pomocy Żydom ˝Żegota˝. O duchowieństwie katolickim ratującym Żydów. O tysiącach anonimowych Polaków, którzy mimo grożącej kary śmierci pomagali żydowskim współobywatelom w czasie niemieckiej okupacji. Polska była jedynym krajem okupowanej Europy, gdzie za pomoc Żydom groziła kara śmierci nie tylko dla pomagającego, ale często także dla całej rodziny. I mimo to Polacy pomagali. O tym trzeba mówić głośno. W Polsce i na świecie. Jeżeli polskie państwo finansuje instytucje i projekty dotyczące historii Żydów w Polsce, to musi wymagać, by ta historia była opowiadana uczciwie, w pełnym kontekście, bez antypolskich uproszczeń, bez przemilczeń i bez politycznej poprawności, która zabrania dotykania tematów niewygodnych. Nie może być tak, że za pieniądze polskiego podatnika buduje się wielkie programy edukacyjne, a jednocześnie polski podatnik nie ma gwarancji, że jego własna historia, historia jego narodu, jego rodziny, jego przodków, będzie tam przedstawiana z należnym szacunkiem. Nie może być tak, że polskie dzieci uczą się przede wszystkim o winach, oskarżeniach i ciemnych kartach, a za mało uczą się o polskiej odwadze, polskiej pomocy, polskim cierpieniu i polskiej walce o wolność. Nie może być tak, że Wołyń czeka, polscy bohaterowie czekają, ofiary komunizmu czekają, pamięć o ˝Solidarności˝ czeka, a dziesiątki milionów złotych płyną na projekt, który nie daje gwarancji pełnej, uczciwej i zrównoważonej narracji. Polityka pamięci nie jest dodatkiem do państwa. Polityka pamięci jest jednym z filarów państwa. Naród, który nie potrafi bronić własnej pamięci, będzie miał swoją historię napisaną przez innych. A historia napisana przez innych bardzo często będzie historią przeciwko nam. Dlatego pytam dziś z tej mównicy: Gdzie jest polska racja stanu w polityce ministerstwa kultury? Gdzie jest hierarchia obowiązków wobec narodu polskiego? Gdzie są pieniądze na polskie instytucje pamięci? Gdzie są pieniądze na Wołyń? Gdzie są pieniądze na upamiętnienie ofiar komunizmu? Gdzie są pieniądze na wielkie projekty edukacyjne o Armii Krajowej, o żołnierzach wyklętych, o polskim podziemiu niepodległościowym, o polskiej pomocy Żydom, o niemieckich zbrodniach na Polakach, o sowieckich deportacjach i o ˝Solidarności˝? Nie zgadzam się na państwo, które potrafi znaleźć blisko 50 mln zł na projekt dotyczący dziedzictwa żydowskiego, a jednocześnie nie potrafi z równą determinacją finansować pamięci o polskich ofiarach. Nie zgadzam się na państwo, które ma pieniądze na wielkie kampanie i projekty edukacyjne, ale nie potrafi godnie upamiętnić Polaków zamordowanych na Wołyniu. Nie zgadzam się na państwo, które ze środków publicznych utrzymuje instytucje mające opowiadać historię relacji polsko-żydowskich, ale nie wymaga od nich pełnej narracji obejmującej także trudne fakty o udziale konkretnych osób pochodzenia żydowskiego w aparacie sowieckim i komunistycznym. Nie zgadzam się na państwo, które pozwala, by polska pamięć była spychana na margines. Wysoka Izbo! To nie jest spór o jedną dotację. To nie jest spór o jeden projekt. To jest spór o to, czy Polska będzie prowadziła własną, suwerenną politykę historyczną, czy będzie finansowała cudze narracje, podczas gdy własne ofiary i właśni bohaterowie będą czekać w kolejce. Polska pamięć nie może być pamięcią drugiej kategorii. Wołyń nie może być pamięcią drugiej kategorii. Ofiary komunizmu nie mogą być pamięcią drugiej kategorii. Żołnierze wyklęci nie mogą być pamięcią drugiej kategorii. Armia Krajowa nie może być pamięcią drugiej kategorii. Polacy ratujący Żydów nie mogą być pamięcią drugiej kategorii. ˝Solidarność˝ nie może być pamięcią drugiej kategorii. Jeżeli ministerstwo kultury chce wydawać dziesiątki milionów złotych na projekty historyczne, to niech najpierw odpowie na podstawowe pytanie: Czyje państwo reprezentuje? Czy pamięta, że jest ministerstwem Rzeczypospolitej Polskiej? Czy pamięta, że jego pierwszym obowiązkiem jest troska o polskie dziedzictwo narodowe? Bo państwo polskie ma moralny obowiązek dbać o groby, muzea, świadectwa i pamięć różnych wspólnot, które żyły na ziemiach Rzeczypospolitej. Ale państwo polskie ma jeszcze większy obowiązek wobec własnego narodu. Wobec polskich rodzin. Wobec polskich ofiar. Wobec polskich bohaterów. Wobec tych, którzy nie mają już głosu, bo zostali zamordowani przez Niemców, Sowietów, ukraińskich nacjonalistów albo komunistycznych oprawców. Dzisiaj naszym obowiązkiem jest być ich głosem. Dlatego domagam się zmiany priorytetów w polskiej polityce pamięci. Domagam się pełnej przejrzystości finansowania projektów historycznych. Domagam się uczciwej, pełnej narracji historycznej. Domagam się godnego finansowania polskich instytucji pamięci. Domagam się, aby każda złotówka publicznych pieniędzy wydawana na historię służyła prawdzie, a nie przemilczeniom, selekcji i politycznej poprawności. Polska ma prawo do własnej pamięci. Polacy mają prawo do prawdy. A państwo polskie ma obowiązek tej prawdy bronić. Dziękuję. Przebieg posiedzenia
- konfrontacyjny28 kwietnia 2026 · pos. 56
„Kiedy likwidacja mediów publicznych, z których zrobiliście najbardziej żenującą propagandę od czasów komunizmu, finansowaną za olbrzymie pieniądze publiczne?”
Matecki atakuje koalicję za propagandę i żąda przekazania 3 mld z TVP na leczenie raka.
- konfrontacyjny · pos. 64
„Mamy do czynienia z powtórką z historii - to Amber Gold 2.0. Zastosowano ten sam mechanizm: bezczynność aparatu państwowego,”
Poseł PiS oskarża rząd Tuska o paraliż ws. oszustw kryptoaktywów, porównując do Amber Gold.
- konfrontacyjny
