Pełna wypowiedź
5 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Mam przyjemność przedstawić stanowisko klubu Lewicy odnośnie do rządowego projektu ustawy o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa, zawartego w druku sejmowym nr 2107. To projekt o charakterze ustrojowym, którego znaczenie wykracza daleko poza bieżący spór polityczny i dotyka podstawowych gwarancji konstytucyjnych. Art. 45 konstytucji, art. 6 Europejskiej Konwencji praw człowieka, art. 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej - wszystkie te normy wspólnie ustanawiają standard prawa do sądu, który musi być niezależny, bezstronny i ustanowiony na podstawie prawa. Niniejsze przedłożenie to odpowiedź na kryzys praworządności, który przez lata narastał, a którego skutkiem były kolejne spory: a to status sędziów, a to kolejne testy niezależności, skargi i wyroki międzynarodowe. A na końcu tej historii stał i stoi zawsze człowiek, zwykły obywatel, który w chaosie i niepewności prawa tracił zaufanie do prawa i do państwa. Z bezprawia nie rodzi się prawo - mawiali Rzymianie. A w 2017 r. z grzechu poczęta i reprodukowana neo-KRS zaczęła produkować owoce zatrutego drzewa: kolejne podważalne sędziowskie nominacje. Za to ukształtowanie wadliwego mechanizmu ponosi odpowiedzialność państwo PiS, słusznie już minione. Rządy przeminęły, ale chaos pozostał. Teraz demokratyczne państwo polskie bierze odpowiedzialność za naprawę wadliwej procedury, zgodnie z konstytucją przywracając praworządność. Rządowy projekt w sposób jednoznaczny identyfikuje problem i proponuje ważne rozwiązanie o charakterze generalnym, systemowym. Podejmuje próbę ustanowienia jednolitych ram prawnych, które pozwolą przywrócić spójność systemu, a to jest kluczowe, jeśli chodzi o zaufanie obywatela do państwa, o pewność prawa. To nie jest ustawa o zemście, jak teraz próbuje nam odpowiedzieć opozycja z PiS, odwracając uwagę od swojej odpowiedzialności za obecny chaos prawny i konstytucyjny. To jest ustawa o tym, czy obywatel ma pewność, że jego sprawę rozstrzyga sąd, który spełnia standardy konstytucyjne, europejskie, wynikające z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Projekt zmierzył się z jednym z najtrudniejszych problemów ostatnich lat, jak uregulować skutki powołań sędziowskich dokonywanych w warunkach kwestionowanej procedury bez destabilizacji wymiaru sprawiedliwości. Warto podkreślić, że intencją projektodawcy nie jest personalna ocena sędziów ani kwestionowanie ich kompetencji zawodowych. Projekt koncentruje się na naprawie wadliwej procedury. Zawiera mechanizmy mające na celu ochronę stabilności zapadłych orzeczeń oraz bezpieczeństwa obrotu prawnego. Projektodawca świadomie równoważy dwa dobra konstytucyjne: prawo do sądu ustanowione na podstawie prawa oraz zasadę pewności prawa. Dzisiejsza debata nie dotyczy wyłącznie przepisów, paragrafów, procedur. Dotyczy zwykłych ludzi, ich spraw i ich problemów, ludzi, którzy przez ostatnie lata coraz częściej pytali, czy sąd jest naprawdę niezależny, czy wyrok, który zapadnie w mojej sprawie, będzie sprawiedliwy, będzie ważny, czy nie jest obarczony wadą, czy będzie podważany. Prawo do niezależnego i bezstronnego sądu nie jest przywilejem. Jest prawem. To nie jest spór o stanowiska czy tytuły. To fundament bezpieczeństwa każdego obywatela: pracownika, przedsiębiorcy, pacjenta, lokatora czy rodzica, każdej z osób walczących w sądzie, przed różnymi sądami, w różnych sprawach, w różnych sytuacjach życiowych, walczących o swoje prawa, o sprawiedliwość, o zadośćuczynienie krzywd. Kiedy obywatel przestaje wierzyć, że sąd jest niezależny, przestaje ufać państwu. My przez ostatnie lata widzieliśmy, jak to zaufanie było systematycznie podkopywane. Dziś państwo mówi otwarcie: tak, doszło do sytuacji, w której sposób powołania sędziów budził poważne wątpliwości w Polsce i poza jej granicami. Tak, skutkiem był chaos prawny - zafundowany przez państwo PiS - skutkiem był strach obywateli o przyszłość ich spraw. Państwo bierze dziś odpowiedzialność. To nie jest ustawa przeciwko sędziom. To jest ustawa w obronie obywateli, w obronie idei sprawiedliwości, w obronie i w celu przywrócenia praworządności. Naprawa praworządności nie może być odwetem, tak, zgoda. I nie jest, to widać w tym projekcie. Projekt nie oskarża, nie piętnuje, nie deprecjonuje ludzi. Skupia się na procedurach. To ważne, bo tylko w ten sposób można odbudować zaufanie - zaufanie do sądów, do państwa - zamiast pogłębiać podziały. Dla Lewicy jest kluczowe, że projekt ten stawia w centrum obywatela, bo to przecież obywatel ponosił konsekwencje chaosu prawnego. To on słyszał, że wyrok może być wadliwy. To zwykły człowiek żył codziennie w niepewności. Oczywiście nie udajemy, nie twierdzimy, że to projekt łatwy, że stoi przed nami proste zadanie, projekt dotyka bowiem bardzo delikatnej materii ustrojowej. Pojawiają się różne pytania, opinie. Ale ten narastający przez lata problem sam się nie rozwiąże. To państwo, ale też my, ustawodawcy, musimy dziś stworzyć ramy, które pozwolą przywrócić poczucie, że sąd to miejsce, w którym szuka się sprawiedliwości i w którym się tę sprawiedliwość odnajduje. Sprawiedliwość, a nie politykę.
