Pełna wypowiedź
6 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Tak jak już informowałem nieformalnie, od jutra krzyczę: Włodek! Włodek! Szanowni Państwo! Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa powinna być wdrożona już lata temu i bardzo się cieszę, że w końcu trafiła do parlamentu. Ale jak zaczyna się od tego, że pan minister Olszewski atakuje parlamentarzystów Konfederacji... (Wypowiedź poza mikrofonem) Było, wszyscy słyszeli. (Poseł Bartłomiej Pejo: Brawo, Janek!)...to ja tylko panu ministrowi przypomnę, z kim pan minister jest w koalicji, a kto prawie obok pana miał gabinet w Ministerstwie Cyfryzacji. Otóż, jak podali Patryk Słowik i Paweł Figurski z Wirtualnej Polski, Jacek Tomczak, wiceminister rozwoju rekomendowany na stanowisko przez PSL, jeszcze jako poseł potajemnie lobbował na rzecz chińskich koncernów technologicznych. Chyba pan wie, w jakiej sprawie. Polityk przedstawiał stanowisko w 100% zbieżne z interesami Chińczyków. Dziś robi to już oficjalnie jako członek rządu. Zapytany odmawia komentarza. Tyle w temacie lobbingu, panie ministrze. Dla ścisłości trzeba dodać, że te działania pan minister Tomczak realizował także rękoma niedoszłego wiceministra cyfryzacji w tej kadencji pana Radosława Lubczyka. Ale przejdźmy do ustawy. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że kwestie bezpieczeństwa to jest dzisiaj też domena cyber. W poprzedniej kadencji, przy zgodzie wszystkich praktycznie stron sceny politycznej, przyjęliśmy ustawę o obronie Ojczyzny. Ona dostosowywała polski porządek prawny do wymogów prowadzenia wojny we współczesnych warunkach. Teraz czas na przyjęcie analogicznej regulacji w zakresie cyberwojny, tak żeby decydenci, bez względu na barwy polityczne, mogli realnie decydować o tym, jak reagować, a nie musieli spędzać godzinę na analizowaniu tego, co w obecnym stanie prawnym można, a czego nie można w sytuacji, w której trzeba na te ataki i ich konsekwencje reagować tu i teraz. Dlatego jako Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość zgłosimy wniosek o skierowanie tej ustawy, tak jak to było w poprzedniej kadencji, do rozpatrzenia przez połączone Komisję Obrony Narodowej i komisję cyfryzacji. Pan premier Gawkowski to pamięta. Wtedy głosował za wysłuchaniem publicznym, przez co ustawa nie została przyjęta. W tej kadencji, mam nadzieję, unikniemy takich sytuacji. Sprawa jest zbyt ważna, żeby to zlekceważyć. Mam nadzieję, że uda się też powołać podkomisję, tak żeby to się odbywało w prawdziwie merytorycznej atmosferze, bez niepotrzebnych przepychanek. Ustawa jest kompleksowa, ale bez wątpienia nie jest ustawą naszych marzeń. Podobnie jak jej pierwsza wersja przypomina próbę pogodzenia wszystkich, zamiast podjęcia zdecydowanych rozstrzygnięć. Wszyscy wiemy, że kwestie związane z wypracowywaniem wspólnego stanowiska to zawsze w trudnych politycznie warunkach rządowych są sprawy, które wymagają czasu. Tymczasem właśnie w tych okolicznościach Polska przyjęła jeszcze w poprzedniej kadencji model, w którym są trzy ośrodki władzy, a nad nimi jest, praktycznie pozbawiony do momentu wejścia w życie tej ustawy, pełnomocnik. Myślę, że to był błąd. Myślę, że tutaj robimy pewne kroki w stronę tego, żeby go naprawić. Niestety, te kroki są w mojej ocenie niewystarczające, bo jeżeli ta ustawa miałaby mieć inną nazwę, to powinna być to ustawa o koordynacji. Pan minister Tomasz Zdzikot - człowiek, który dla cyberbezpieczeństwa zrobił bardzo dużo, bez którego nie byłoby cyberwojsk w obecnym kształcie, wyliczył, że temat koordynacji pojawia się w tej ustawie 30 razy. Zawsze łatwiej jest koordynować niż decydować, bo jak się tylko koordynuje, to potem, jak trzeba będzie wziąć odpowiedzialność, to w sumie nie będzie wiadomo, kto ma to zrobić. Myślę, że warto dać więcej konkretnych instrumentów umożliwiających działanie, warto, aby było jasno powiedziane, że osoby na najwyższych stanowiskach państwowych odpowiadające za nasze bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni mają instrumenty umożliwiające podejmowanie konkretnych decyzji. I to jest druga kwestia, której brakuje w tej ustawie, chociaż nie jest to bezpośrednio związane z jej przedmiotem, ale jest bez wątpienia związane z cyberbezpieczeństwem. Dowódca DKWOC pan gen. Karol Molenda wciąż powtarza - a to jest człowiek, który odpowiada za perłę w naszej cyberkoronie - że w polskim prawie powinna się znaleźć lepsza i jaśniejsza podstawa do tego, żeby prowadzić działania ofensywne w cyberprzestrzeni. Niektórzy mówią: Ale jak to? Wywołamy wojnę. Tymczasem pan premier Gawkowski mówi, że my dzisiaj jesteśmy na wojnie w cyberprzestrzeni, i niestety ma rację, bo jesteśmy atakowani i powinniśmy być w stanie się elegancką fangą w cudzy nos odwinąć. Mamy wojnę, mamy generałów, mamy armię, a brakuje przepisów, żeby ten potencjał w pełni wykorzystać. Trzecia sprawa: jak zawsze brakuje też pieniędzy. Obcięto je na etapie rządowym. Najbardziej antyrozwojowy minister tego rządu pan minister Domański chce zabrać 900 mln na jedzenie w szpitalach i nie chce dać tyle, ile wyliczyli eksperci, na cyberbezpieczeństwo. Niektórzy znający materię mówią, że coś dał, więc nie jest tak źle, bo początkowo domagał się - to jest hit, proszę państwa - żeby ta ustawa weszła bez uwzględnienia jakichkolwiek skutków finansowych, żeby cyberbezpieczeństwo w Polsce zapewnić za darmo. To mogli wymyślić tylko pan Domański i ten zły duszek, który mu podpowiada, czyli pani Majszczyk z Ministerstwa Finansów. Kto miał okazję z nią współpracować, ten wie, o czym mówię.
