Pełna wypowiedź
13 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
w formie głosowania korespondencyjnego (druk nr 740). Poseł Sprawozdawca Magdalena Filiks: Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Mam zaszczyt dzisiaj przedstawić stanowisko sejmowej Komisji Śledczej do zbadania legalności, prawidłowości oraz celowości działań podjętych w celu przygotowania i przeprowadzenia wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2020 r. w formie głosowania korespondencyjnego. W dniu 7 grudnia 2023 r. Sejm Rzeczypospolitej powołał komisję śledczą, która miała za zadanie zbadanie nieprawidłowości, do jakich doszło w związku z przygotowaniem i próbą przeprowadzenia wyborów prezydenckich w 2020 r. w formie głosowania korespondencyjnego. Choć była to jedna z niezliczonych afer, które miały miejsce za rządów obozu tzw. Zjednoczonej Prawicy, była to jednak afera szczególna. Po raz pierwszy w historii bowiem próbowano dokonać tak daleko idącej ingerencji w proces wyborczy na najwyższy urząd w państwie, przy czym, jak się okazało, skala nieprawidłowości i sposób działania najwyższych urzędników państwowych były porażające i bezprecedensowe. Mimo uruchomienia już w 2020 r. aparatu państwa, zaangażowania licznych instytucji publicznych i społecznych oraz osób prywatnych sprawa wyborów korespondencyjnych nie została wówczas wyjaśniona. Nie została wyjaśniona, gdyż działania poprzedniej władzy miały raczej na celu chronić polityków i ludzi z kręgu tej władzy kosztem dojścia do prawdy i poczucia sprawiedliwości społecznej. Celem powołania komisji było zatem nie tylko wyjaśnienie tej oburzającej afery i doprowadzenie do ewentualnego rozliczenia osób za nią odpowiedzialnych, ale również próba odbudowy autorytetu władzy publicznej oraz odbudowa zaufania obywateli do państwa z poszanowaniem dla prawa, gdyż są to elementy niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania państwa i instytucji państwowych. Mogłabym w sumie powiedzieć, że to się polskiemu społeczeństwu po prostu należało. W mojej ocenie te cele przez komisję zostały osiągnięte. Przejdę teraz do szczegółów pracy komisji. Komisja śledcza odbyła łącznie 28 posiedzeń, na których przesłuchała łącznie 31 osób, w tym 29 świadków oraz 2 biegłych. Przeprowadziła również konfrontacje. Na zlecenie komisji sporządzone zostały 2 opinie, zaś stali doradcy komisji w toku prac komisji sporządzili łącznie 22 opinie. Komisja korzystała również z kilkudziesięciu opinii eksperckich, głównie z zakresu prawa oraz ochrony zdrowia, sporządzonych na zlecenie instytucji publicznych, w tym organów państwa. Komisja pracowała w oparciu o materiał dowodowy zarówno zgromadzony przez komisję, jak i przekazany komisji na jej żądanie przez instytucje publiczne oraz podmioty prywatne - przede wszystkim chodzi o materiały pozyskane przez komisję z prokuratury, Najwyższej Izby Kontroli, KPRM, ministerstw oraz spółek z udziałem Skarbu Państwa. W wyniku analizy zgromadzonego materiału oraz dokonanych ustaleń komisja skierowała do prokuratora generalnego 10 zawiadomień o możliwości popełnienia łącznie 25 przestępstw przez 19 osób, w tym funkcjonariuszy publicznych. Z uwagi na działania osób trzecich, które w ocenie komisji utrudniały jej pracę, komisja złożyła skargę na działalność Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów oraz wystąpiła do Sądu Okręgowego w Warszawie z wnioskami o ukaranie karą pieniężną porządkową 2 świadków, którzy w ocenie komisji bezpodstawnie uchylali się od złożenia zeznań przed komisją. Obaj świadkowie zostali prawomocnie ukarani przez sąd karą pieniężną. Przede wszystkim jednak wynikiem prac i ustaleń komisji jest jej stanowisko, tj. liczący ponad 380 stron dokument przedłożony w druku sejmowym nr 740. Zachęcam gorąco Wysoką Izbę do zapoznania się z tym sprawozdaniem. Zacznę od tego, że w toku prac komisji nie tylko potwierdziły się wszystkie zarzuty sformułowane przez Najwyższą Izbę Kontroli po przeprowadzeniu przez nią kontroli, lecz również ujawniono dodatkowe wątki, które jednoznacznie wskazują, że obóz Zjednoczonej Prawicy zamierzał za wszelką cenę przeprowadzić wybory na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w sposób, który mógł ograniczyć prawa wyborcze kilku milionów obywateli, a nawet pozbawić ich czynnego prawa wyborczego. Wybory, które byłyby przeprowadzone w sposób naruszający konstytucyjne zasady i podstawowe zasady demokracji. Wybory, w których nie byłoby technicznie i organizacyjnie możliwe przeprowadzenie drugiej tury. Wybory, w których z uwagi na ówczesną sytuację wynikającą z epidemii COVID i wprowadzenie w związku z tym przez ówczesną władzę zakazów i ograniczeń w funkcjonowaniu życia społecznego i gospodarczego rzeczywistą kampanię mógł prowadzić tylko jeden kandydat - prezydent Andrzej Duda. Wybory, w których istotne uprawnienia przekazano ministrowi aktywów państwowych, odbierając jednocześnie część uprawnień Państwowej Komisji Wyborczej. Wybory, w których na polityka - członka Rady Ministrów przeniesiono kluczowe uprawnienia w zakresie organizacji i przeprowadzenia tych wyborów. Wybory, które w sposób rewolucyjny zmieniały model ich przeprowadzenia z uwagi na narzucenie wszystkim obywatelom obligatoryjnego i wyłącznego sposobu głosowania korespondencyjnego oraz powierzenie organizacji i przeprowadzenia wyborów administracji rządowej, a nie niezależnemu organowi państwa. Wybory, których formę i sposób przeprowadzenia ustalał z prezesem partii politycznej mającej większość w Sejmie Jarosławem Kaczyńskim rzecznik prasowy sztabu wyborczego urzędującego prezydenta pan Adam Bielan. Wybory, o których formule zdecydował polityk niesprawujący żadnej funkcji w administracji i organach państwa, za to stojący na czele partii politycznej - Jarosław Kaczyński. Wybory, na które tylko dotychczas przeznaczono co najmniej 56 450 406,16 zł ze środków publicznych, chociaż politycy, którzy zdecydowali o podjęciu czynności niosących za sobą wydatki, byli w pełni świadomi, że te mogą się nie odbyć, przede wszystkim z uwagi na brak politycznego porozumienia wewnątrz ówczesnej koalicji rządowej. Wybory, w których prezes Rady Ministrów uzurpował sobie rolę organu odpowiedzialnego za zorganizowanie wyborów i wydawał polecenia, po czym zaniechał jakiegokolwiek sprawdzenia i kontroli, czy te decyzje są w ogóle realizowane. Wybory, w związku z którymi nie zawarto umów z Pocztą Polską i Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych, bowiem właściwi ministrowie - Sasin i Kamiński - świadomie nie chcieli podpisać się pod żadnym dokumentem związanym z realizacją polecenia prezesa Rady Ministrów właśnie w obawie przed odpowiedzialnością. Wybory, które zostały zarządzone na 10 maja, chociaż nie zakładano przeprowadzenia ich w tej dacie. Wybory, które według tłumaczeń ówczesnych rządzących nie odbyły się z winy opozycji, chociaż to wicepremier ówczesnego rządu Jarosław Gowin złożył dymisję 6 kwietnia 2020 r. z uwagi właśnie na brak zgody wewnątrz koalicji w tym zakresie. Wybory, których wyniki, z uwagi na skalę możliwych nieprawidłowości, byłyby z całą pewnością kwestionowane i nieuznawane zarówno na szczeblu krajowym, jak i na szczeblu międzynarodowym. Wybory organizowane w oparciu o decyzję premiera wydaną bez żadnej podstawy prawnej, z rażącym naruszeniem prawa, co przesądził ostatecznie Naczelny Sąd Administracyjny w swoim wyroku z 28 czerwca 2024 r. Wybory, na potrzeby których bezprawnie udostępniono dane Polaków z rejestru PESEL, co potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 13 marca 2024 r. Retoryka prezentowana przez ówcześnie rządzących, jakoby wybory 10 maja nie odbyły się przez opozycję, w szczególności przez ówczesną wicemarszałek Sejmu Małgorzatę Kidawę-Błońską, została podważona w toku prac komisji wielokrotnie. Znamienne są tutaj słowa przewodniczącego PKW Sylwestra Marciniaka, który zeznając przed komisją, powiedział, cytuję: Pani marszałek Kidawa była kandydatem i do tego się tylko rzecz sprowadza. Nie, nie miała żadnego, ale żadnego wpływu na kwestię przeprowadzenia bądź nieprzeprowadzenia tych wyborów.
