W tej kampanii wyborczej zmagaliśmy się z konkurencją i w dniu dzisiejszym, w najbliższych dniach okaże się, czy to była konkurencja uczciwa, prawa, solidna, czy byli to polityczni oszuści. Żeby odbierać głosy Konfederacji, w pewnym momencie zaczęły dwie formacje rzucać różnego rodzaju projekty, rożnego rodzaju pomysły, różnego rodzaju propozycje, mówiąc: zobaczcie, my obiecamy więcej, my damy więcej, niż obiecują wam Konfederaci. My jeszcze bardziej nieba przychylimy polskim podatnikom, jeszcze bardziej nieba przychylimy polskim przedsiębiorcom, obywatelom. Jednym z takich absolutnie ważnych projektów, który w pewnym momencie został ogłoszony, był projekt podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł rocznie. Człowiekiem, który ogłosił tę zapowiedź, był obecny premier Rzeczypospolitej, lider koalicyjnej większości rządzącej naszym krajem, pan Donald Tusk. Został on wsparty przez swoich kolegów i koleżanki. I to było hasło: Wygramy wybory, Polacy, kwota wolna 60 tys., kwota wolna 60 tys. I bardzo wielu Polaków wam uwierzyło i ostatecznie wybrało nie Konfederację, ale Koalicję Obywatelską. Podobne propozycje podnosili i wspierali politycy Trzeciej Drogi, mówiąc o dobrowolnym ZUS-ie dla przedsiębiorców. Na dzień dzisiejszy nie ma projektu rządowego dotyczącego kwoty wolnej 60 tys., nie ma projektu, który wprowadziłby prawdziwy, dobrowolny ZUS. Istotą podnoszenia kwoty wolnej jest ochrona najuboższych. Istotą podnoszenia kwoty wolnej jest doprowadzenie do tego, że ci, którzy zarabiają najmniej, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie, nie płacą podatków. Bo jeżeli ktoś wprowadza instrument polityki społecznej polegający na podnoszeniu minimalnego wynagrodzenia, to mówi: Ci ludzie zarabiają za mało, oni powinni zarabiać więcej. Ustawą wymusza się na pracodawcach, by ludziom więcej płacili. Nie będę wchodził w skutki ekonomiczne tego rodzaju regulacji, ale sens i idea ich jest taka, by człowiek ubogi po prostu miał z czego żyć. Więc my uważamy, że hańbą jest zabieranie pieniędzy tym Polakom, którzy zarabiają najmniej, tym, którzy zarabiają zaledwie minimalne wynagrodzenie, tym, którzy od 1 stycznia tego roku zarabiają 4300 zł. I z tych 4300 zł grubo ponad 1000 zł zabiera im się w różnego rodzaju daninach, składkach i podatkach. To jest grabienie najuboższych w państwie, które mieni się opiekuńczym. Dlatego wiedząc, że będzie próba oszustwa, i widząc, że po 100 dniach ona ma miejsce, bo nie ma żadnego projektu rządowego dotyczącego kwoty wolnej od podatku 60 tys. zł, złożyliśmy nasz projekt. Mieliśmy, niestety, rację. Chcemy, by każdy Polak, który zarabia w Polsce do 5 tys. zł miesięcznie, ma taki dochód, nie płacił w naszym kraju podatków. Chcemy też zabezpieczyć na przyszłość, że jeżeli będzie podnoszona kwota wolna, kwota minimalnego wynagrodzenia, to ci Polacy, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie, również nie będą płacić podatku PIT. Bo to są ludzie, którym trzeba pomagać, których trzeba wspierać, którym trzeba dawać szansę przeżyć, a nie ludzie, którym trzeba zabierać z tego mizernego wynagrodzenia 12% w podatku dochodowym. Dlatego zaproponowaliśmy nasz projekt, ponieważ pamiętamy historię, pamiętamy, jakie rzeczy działy się w naszym Sejmie i w naszej polityce w latach poprzednich. Pamiętam, gdy po raz pierwszy Donald Tusk został premierem Polski. Było to w 2007 r. Powiedział z tej mównicy słowa, które słyszałem w telewizji jako osoba niebędąca wtedy politykiem. Biłem wtedy brawo, mówiłem: na takiego premiera czekałem, wreszcie, po tylu latach. Przypomnę, co wtedy powiedział Donald Tusk: Naczelną zasadą polityki finansowej mojego rządu będzie stopniowe obniżenie podatków i innych danin publicznych. Dotyczy to i musi dotyczyć wszystkich: i tych mniej zamożnych, i tych bogatszych. Wszyscy mają prawo do tego, by państwo przyjęło wreszcie kierunek na obniżenie podatków i danin publicznych. Będziemy prowadzili tę politykę rozważnie, zawsze w jednym kierunku, zawsze w kierunku niższych podatków i zawsze w kierunku rezygnacji z nadmiernych, często zbędnych danin publicznych, jakie obywatel płaci na rzecz administracji. Biłem brawo i byłem wzruszony, a później pomyślałem, jak wielu Polaków, że chyba ktoś mnie oszukał. Bo co się działo po tym przemówieniu? Najpierw podniesiono z uwagi na kryzys gospodarczy ˝na chwilę˝, podatek VAT w 2008 r. Stawka podstawowa została podniesiona z 22 do 23%, bo kryzys, bo jest ciężko, a obniżona - z 7 do 8% i z 3 do 5%. To miało być tylko na chwilkę. I pamiętam, jak jeszcze jako poseł PiS-u wychodziłem na konferencję z moimi kolegami i krzyczeliśmy: Hańba! Zdrada! Grabicie Polaków z podatków. Ale to podniesienie na chwilę było przenoszone, przenoszone, przenoszone i przetrwało 8 lat rządów Platformy Obywatelskiej z PSL-em. Przetrwało kolejnych 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości i zostało do chwili obecnej. Z uwagi na kryzys, drożyznę i inflację te podatki zostały obniżone, żeby pomóc najuboższym. Właśnie okazało się w zeszłym tygodniu, że obniżone stawki przestaną obowiązywać, bo jest już coraz lepiej. Od 1 kwietnia będą podwyżki danin publicznych, drożej kupimy wszystko na święta w tygodniu przedświątecznym, za wszystko zapłacimy więcej, ponieważ koniec już z obniżonym VAT-em na żywność, bo jest już bardzo dobrze. Kolejne podwyżki to szereg podwyżek na paliwo, wyroby tytoniowe, alkohol, podniesienie składek rentowych płaconych przez pracodawców, czyli sięgnięcie do kieszeni pracowników, wprowadzenie podatku od kopalin, podatku, który wydrenował cztery powiaty, kilkanaście gmin Dolnego Śląska. Przypomnę, że jako politycy PiS-u będący wtedy w opozycji - byłem wtedy jednym z nich - głosiliśmy, że zniesiemy ten podatek, jak tylko partia Jarosława Kaczyńskiego wygra wybory. Znieśliście? Nie znieśliście. Podatek wprowadzony przez Donalda Tuska, przez który Paweł Kukiz się zbuntował, wszedł do polityki, zyskał poparcie dolnośląskich samorządowców, nadal obowiązuje i grabi te powiaty, te gminy, tamten region. Ograniczono ulgi podatkowe, utrudniono rozliczanie się artystom. Zabrano im zryczałtowane koszty uzyskania przychodu. Uszczelniano podatek Belki, zlikwidowano ulgę na Internet, mógłbym tutaj wymienić. Okazało się, że Donald Tusk jest politykiem, który, gdy mówi, że podniesie podatki, to podniesie, a gdy mówi, że obniży, to mówi. Wracamy do tych historycznych chwil po latach, wracamy po kampanii wyborczej, w której obiecano Polakom 60 tys. kwoty wolnej. Zamiast 60 tys. kwoty wolnej daje nam się ustawę o języku śląskim. Przed chwilą słyszeliśmy, że ona będzie kosztowała budżet aż 2 mln zł w przyszłym roku.