Pełna wypowiedź
4 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Plonem udziału w nich 60-osobowej reprezentacji Polski są cztery medale, trzy srebrne i jeden brązowy. O jednoznaczną ocenę startu biało-czerwonych na sportowych arenach Mediolanu, Cortiny i kilku innych włoskich miejscowości nie jest łatwo, bowiem jak zawsze nie zabrakło niespodzianek, ale też było kilka wyników odbiegających od oczekiwań. A jednak gdy spojrzymy na owe cztery medale, to powinniśmy być zadowoleni, więcej bowiem olimpijskich krążków - sześć - polscy sportowcy dyscyplin zimowych wywalczyli tylko dwa razy, w roku 2010 w Vancouver i cztery lata później w Soczi. Największym bohaterem polskiej ekipy był bez wątpienia zaledwie 19-letni skoczek narciarski Kacper Tomasiak. Zdobył srebro na skoczni normalnej, brąz na dużej, a w towarzystwie Pawła Wąska sięgnął jeszcze po srebrny krążek w rywalizacji duetów. W ten sposób Tomasiak, zawodnik LZS-owskiego klubu LKS Klimczok Bystra, dołączył do Ireny Szewińskiej, Otylii Jędrzejczak i Justyny Kowalczyk, które podczas jednych igrzysk zdobywały po trzy olimpijskie medale. Medale wywalczone na skoczniach narciarskich w Predazzo to miła niespodzianka. Przed igrzyskami mało kto liczył na czołowe lokaty naszych reprezentantów. Do optymizmu nie upoważniały wyniki kolejnych konkursów Pucharu Świata, w których Polacy wcale nie błyszczeli. A jednak w olimpijskich zawodach spisali się, zwłaszcza Tomasiak, znakomicie. W przeciwieństwie do skoczków narciarskich za polskich faworytów do medalowych pozycji byli uznawani przedstawiciele łyżwiarstwa szybkiego. Niestety nie do końca spełnili oczekiwania, choć wielką radość sprawił nam wszystkim Władimir Semirunnij. Pochodzący z Rosji zawodnik, który dopiero od niespełna roku ma polski paszport, doskonale spisał się na torze, zajmując w biegu na dystansie 10 tys. m znakomite drugie miejsce. Kilkoro innych naszych reprezentantów plasowało się w czołówce, a nawet - jak choćby dwukrotnie Damian Żurek - otarło się o podium, ale nie zdołało na nie wskoczyć. Na pewno więcej oczekiwano po specjalistach w short tracku. Liczono też na udany start, może nawet medal, snowboardzistki Aleksandry Król-Walas. Nic z tego. W narciarstwie alpejskim mamy właściwie tylko jedną zawodniczkę liczącą się w międzynarodowej stawce i siódme miejsce Maryny Gąsienicy-Daniel w gigancie wstydu jej na pewno nie przynosi. Na plus drgnęło coś w kobiecym biathlonie i w biegach narciarskich. Bardzo dzielnie w lodowej rynnie poczynała sobie dwójka saneczkarek. Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska zajęły znakomitą szóstą lokatę. Warto zwrócić uwagę, że obie są zawodniczkami Uczniowskiego Klubu Sportowego w Nowinach Wielkich k. Witnicy pod Gorzowem Wielkopolskim. Tam trenują przy dość archaicznej drewnianej wieżyczce startowej, z dwoma trenażerami, tzw. rozpychaczami, na szkolnym boisku i... nadwarciańskich łąkach. Z torami lodowymi mają kontakt tylko podczas wyjazdów na treningi i starty z kadrą narodową, w kraju bowiem takiego obiektu jak nie było, tak nie ma. Przy okazji igrzysk we Włoszech temat braku toru saneczkowo-bobslejowego znów się pojawił. Bo wszystkie dotychczasowe podejścia do tego zagadnienia kończyły się na dobrych chęciach. Ale oto właśnie pojawiła się informacja, iż Ministerstwo Sportu i Turystyki zamierza w końcu doprowadzić do powstania sztucznie chłodzonego toru w Karpaczu i postanowiło wyasygnować na ten cel stosowne środki. Jeśli sprawa zostanie doprowadzona do końca, będą szanse na szybszy rozwój w Polsce sportów saneczkowych. Przydałoby się także więcej środków na nowszy sprzęt, a więc sanki i porównywalne z najlepszymi płozy do nich, a to nie są błahe wydatki. Jest rzeczą znamienną, że przy okazji igrzysk olimpijskich na światło dzienne wychodzą problemy, a czasem wręcz konflikty dręczące poszczególne dyscypliny i ich sportowców. Nie inaczej było i tym razem. Daleki od ideału sprzęt saneczkarek, niesnaski w ekipie panczenistów, a raczej panczenistek, narzekania na lekceważenie przez związek kombinacji norweskiej, wątpliwości co do olimpijskich nominacji w narciarstwie alpejskim i tak dalej, i tak dalej. Może lepiej byłoby takie sprawy artykułować na bieżąco już wcześniej, bo ujawnianie ich podczas igrzysk lub tuż po ich zakończeniu trąci poszukiwaniem usprawiedliwienia dla nieudanych startów. Resort sportu, pracujący nad strategią rozwoju sportu, zapewnia, iż dostrzega potrzebę rozwoju infrastruktury dla dyscyplin zimowych, co w przyszłości może przełożyć się na poprawę naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Cztery medale i kilkanaście lokat od czwartej do ósmej, które wywalczyli we Włoszech polscy sportowcy, to wynik niezły, ale do pełni szczęścia na pewno jeszcze daleko. Jako przewodniczący Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki pragnę podziękować wszystkim naszym reprezentantkom i reprezentantom za ambitną walkę na olimpijskich arenach. Dziękuję trenerom, serwisantom, lekarzom i fizjoterapeutom za cenne wsparcie wysiłku sportowców, a członkom polskiej misji olimpijskiej, Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu za wszystkie działania mające na celu zapewnienie reprezentacji możliwie najlepszych warunków pobytu na igrzyskach. I jeszcze jedno. Przy okazji tegorocznych igrzysk kampania ˝Twoja dawka smogu˝ zwróciła uwagę, że zwłaszcza w warunkach zimowych smog utrzymujący się w powietrzu nad wieloma regionami Polski sprawia, że trening prowadzony na świeżym powietrzu wpływa negatywnie nie tylko na wydolność zawodników, ale także na ich odporność i układ sercowo-naczyniowy. Podczas wysiłku bowiem, jak pokazują badania, sportowcy wdychają nawet do 10 razy więcej pyłów niż osoby nieaktywne. Przebieg posiedzenia
