Pełna wypowiedź
7 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Dziękuję bardzo. Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Bardzo serdecznie dziękuję za tę dyskusję, bo to jest jeden z takich tematów, który dzieli tę Izbę nie według kryteriów klubów parlamentarnych, tylko na państwowców i ignorantów. Takie jest kryterium podziału. Gdy ktoś, kto tu wychodzi, wypowiada się z troską o powagę państwa, wypowiada się z troską o ciągłość władzy, o powagę urzędu prezydenta, to jest państwowcem. Gdy ktoś jednak sobie kpi, to jest ignorantem nierozumiejącym, z czym ma do czynienia. Oczywiście do tych ignorantów jakoś się szczególnie odnosić nie będę, ponieważ po prostu tego państwa nie rozumieją. Żałuję, że klub Koalicji Obywatelskiej wysłał swojego reprezentanta jednak z tej puli ignorantów. W Koalicji Obywatelskiej też są przecież państwowcy, którzy rozumieją, że te sprawy warto uregulować. Nie wprowadzamy - to jest głos także do Polskiego Stronnictwa Ludowego - żadnej kontrowersyjnej zmiany, która by stała w sprzeczności z konstytucją. Ten wątek tu się pojawiał wielokrotnie. Szanowni Państwo! Prawo do wiedzy nie jest równoznaczne z prawem do podejmowania decyzji. Gdybyśmy wprowadzali do porządku prawnego prezydenta elekta jako tego, który może podejmować jakieś decyzje przynależne głowie państwa, to wtedy moglibyśmy mieć wątpliwości konstytucyjne. Natomiast danie prezydentowi elektowi prawa do uzyskiwania różnego rodzaju informacji, niezbędnych do przygotowania się do objęcia tej funkcji, czyni go lepszym. Będzie po prostu lepszym prezydentem. To, jak będzie korzystał z tej wiedzy, z tych informacji, to jest zupełnie inna sprawa. Ale wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie. Dlatego dzisiaj wszystkie te regulacje dotyczą raczej aspektu wyposażenia tego człowieka, który za chwilę będzie prezydentem, głową państwa, we wszelkie instrumenty, które pozwolą mu się dobrze przygotować do objęcia tej funkcji. Bardzo dziękuję za wszystkie głosy troski ze strony i Polskiego Stronnictwa Ludowego, i Polski 2050, i Konfederacji, i Demokracji Bezpośredniej. Oczywiście dziękuję też mojemu Klubowi Parlamentarnemu Prawo i Sprawiedliwość za ten głos, który tutaj reprezentuję. Natomiast rzeczywiście nie jestem zaskoczony, ale jestem jednak trochę rozczarowany tym, co zrobiła Lewica. Lewica w Polsce także dzieli się na tę propaństwową i tę mającą problem z pewnym pojęciem, które pani poseł sześciokrotnie drwiąco wymieniła w swoim wystąpieniu. To określenie brzmi: elementarna powaga Rzeczypospolitej. Wydaje mi się, że jest to ostatnie pojęcie, którego można używać w kontekście drwiny. Zachęcam więc, żeby i w klubie Lewicy państwowcy się obudzili i po prostu wytłumaczyli pani poseł, że to nie jest sprawa dotycząca bieżącego sporu, to nie jest kwestia, w przypadku której można się odwoływać do tych ostatnich 8 czy 16 lat, tylko to jest sprawa przyszłości Rzeczypospolitej. Może rzeczywiście bardzo odległej przyszłości, ale dzięki temu możemy rozmawiać bez emocji. Kiedy bowiem składać taki projekt ustawy, jeśli nie teraz? Dziś już są rozstrzygnięte wybory prezydenckie, ale jeszcze świeżo pamiętamy to, że osoba wybrana, w tym w ostatnich wyborach, przez ponad 10 mln Polaków na urząd prezydenta Rzeczypospolitej, głowa państwa - i na to chcę państwu zwrócić uwagę - przez 2 miesiące jest osobą prywatną w świetle przepisów. Wszystko, co się dzieje wokół tej osoby, dzieje się na zasadzie albo pewnej prowizorki, albo pewnej wypadkowej umiejętności organizacyjnych jej zespołu, a także dobrej woli rządu i ustępującego prezydenta. Od razu odpowiem też panu ministrowi. Tak jak powiedziałem, ministerstwo spraw wewnętrznych ma prawo, kierując się dobrem państwa, przydzielić komuś ochronę, i tak się działo. Rzecz jednak w tym, że to nie powinno być fakultatywne. Prawo musi zakładać różne scenariusze, także takie, że może być minister spraw wewnętrznych, który uzna, że to jednak nie jest wymagane. Rozumiem, że gdyby pani poseł z Lewicy, która tu występowała, była ministrem spraw wewnętrznych, to dla niej to nie byłoby ważne i może by tej ochrony nie było. Tutaj się pojawiają pytania państwa posłów, jakie jest ryzyko. Wyobraźmy sobie to ryzyko, gdy ktoś zostaje głową państwa, nie ma ochrony SOP-u i dzieje mu się krzywda w ramach konfliktu hybrydowego z naszymi adwersarzami, z powodu jakiegokolwiek napadu, w wyniku emocji politycznych. Dobrze, że mamy przytomnych ministrów spraw wewnętrznych, którzy na przestrzeni ostatnich ponad 30 lat w tej kwestii podejmowali słuszne decyzje, ale nie zawsze musi tak być. Podstawowe ryzyko jest takie, że ktoś powoduje śmierć prezydenta, który został wybrany i który nigdy już nie złoży przysięgi. To wywołuje wielki chaos prawny i polityczny w kraju. To jest prezent dla naszych adwersarzy. Naprawdę koszty tej ochrony są niczym w porównaniu z ryzykiem, z którym musielibyśmy się jako państwo mierzyć. Pani poseł Wojtyszek także pytała, jakie jest zagrożenie. Powiedziałem o zagrożeniu bezpośrednim, takim fizycznym. Ale to jest też kwestia elementarnej powagi. Przecież prezydent elekt odbiera oficjalne gratulacje od głów państw z całego świata. Gdzie ma je odbierać, jeśli nie ma dostępu do bezpiecznej łączności? Ma je odbierać ze swojej komórki? Ma obsługiwać swojego maila na Gmailu? Gdzie to ma być? To wszystko musi zostać uregulowane. Prezydenci, głowy państw, którzy dzwonią w ramach gratulacji, dzwonią nie tylko kurtuazyjnie. Są także rozmowy, które przygotowują do kolejnych szczytów, np. NATO, w których on za chwilę będzie brał udział już jako reprezentant Rzeczypospolitej. Ta łączność musi więc być szyfrowana, musi być porządna. To wszystko musi mieć ręce i nogi, żeby on mógł wykonywać te obowiązki. To jest to kolejne zagrożenie, pomijając już inne kwestie, które dotyczą elementarnej powagi - powinien mieć miejsce do spotkań, prawo do gabinetu, sal konferencyjnych itd. Kwestia roli i formy komórki organizacyjnej obsługującej małżonka prezydenta. Szanowni państwo, to jest bardzo ogólny, generalny przepis, który daje szefowi Kancelarii Prezydenta możliwość wydzielenia tej komórki. To nie jest obowiązek. Jak pan prezydent czy małżonek prezydenta nie będzie sobie tego życzył, to ta komórka nie powstanie. To, jaka ona będzie, zależy od woli urzędującego prezydenta. To może ulegać zmianie, więc nie mogę odpowiedzieć na pytanie w jedną czy w drugą stronę, bo ten przepis jest bardzo generalny, dający swobodę kształtowania tej komórki, ale też możliwość jej usankcjonowania. Dzisiaj te komórki funkcjonują w sposób nieformalny. To chyba dobrze, że pierwsza dama czy pierwszy dżentelmen mogą mieć swoją korespondencję, swoje biuro, swój adres, mogli odbierać różnego rodzaju korespondencję z zagranicy czy z kraju. Czy ochrona SOP-u powinna być na wniosek czy obligatoryjna? Tu też jestem otwarty na dyskusję. Chętnie wysłuchałbym opinii ministra spraw wewnętrznych i administracji, Służby Ochrony Państwa. Dlaczego przy niektórych osobach jest rygor obligatoryjności, a gdzie indziej jest dobrowolność. Jestem otwarty na tę dyskusję. Można to tak rozdzielić, że w momencie, kiedy obejmuje urząd, kiedy składa przysięgę, ochrona jest obligatoryjna, a do tego czasu jest na wniosek. Ale dajmy tę możliwość. To jest kwestia doprecyzowania pojęcia informacji kluczowych dla bezpieczeństwa państwa, udzielania tych informacji. Szanowni państwo, jest prawo, które dotyczy ochrony informacji niejawnych. Zawsze to właściciel danej informacji decyduje, komu ją udostępnić i dlaczego. Tak że to nie jest tak, że prezydentowi będzie się należał dostęp - tutaj doprecyzowuję dla tych, którzy może tego nie wiedzą - do wszystkich informacji niejawnych. Nie jest tak, że jak ktoś ma dostęp do informacji ściśle tajnych, to może zadzwonić do ministra Mroczka i poprosić o wszystkie informacje tajne, jakie są w MSW albo innym resorcie. To tak nie działa. Musi być uzasadniona potrzeba dostępu do tej informacji. To też można doprecyzować na tyle, na ile trzeba, ale tak naprawdę, jeszcze raz powtórzę, to właściciel, w cudzysłowie, gestor tej informacji decyduje, co jest właściwe do udostępnienia, czy jest interes Rzeczypospolitej w tym, żeby to udostępnić, żeby dopisać do rozdzielnika daną osobę, bez względu na to, czy to jest prezydent elekt, czy to jest podsekretarz stanu w ministerstwie kultury, czy to jest ktokolwiek inny w państwie polskim. Do pani poseł Jachiry... Nie ma jej na sali. Nie spodziewam się po osobie, która obrażała funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji, żołnierzy, ani zrozumienia, ani szacunku dla powagi Rzeczypospolitej. W związku z tym nawet nie mam potrzeby się odnosić. Szanowni Państwo! Wysoka Izbo! Panie Marszałku! Panie Ministrze! Chciałbym jeszcze raz podziękować za tę dyskusję i zaapelować o to, żebyśmy w komisji sejmowej pochylili się nad poszczególnymi zapisami i spróbowali spojrzeć na ten projekt jako na projekt, który nie dotyczy obecnego prezydenta, nie dotyczy bieżącego sporu politycznego. W zasadniczej części to jest projekt ustawy o następcy prezydenta Karola Nawrockiego. Tutaj nie ma potrzeby robienia żadnych wycieczek politycznych. Mam trzy riposty. Żadnej nie użyję, bo to nie służy tej ustawie, nie służy interesowi publicznemu. Serdecznie państwa zapraszam do pracy. Doprecyzujmy te zapisy, a przynajmniej wreszcie wprowadźmy ten pierwszy etap sankcjonowania obecności w życiu publicznym Rzeczypospolitej, także w wymiarze prawnym, prezydenta elekta, małżonka prezydenta Rzeczypospolitej, a także kandydatów na prezydenta Rzeczypospolitej, bo wszystkie te funkcje, wszystkie te role, które wymieniłem, mają wielkie znaczenie i doskonale to rozumiemy. Dobrze by było, żeby system prawny i państwo polskie je widziało takimi, jakimi one są, żeby nie były zawsze w obszarze pewnej mgły niedopowiedzeń. Dziękuję bardzo. Przebieg posiedzenia