Pełna wypowiedź
3 min czytania · podświetlone fragmenty wybrał model jako kluczowe
Przed nami ustawa, która w praktyce zdecyduje o tym, jak będzie wyglądała wolność słowa w Polsce. Projekt w obecnym kształcie rodzi poważne wątpliwości konstytucyjne, szczególnie w zakresie wolności wypowiedzi, zakazu cenzury prewencyjnej oraz proporcjonalności ingerencji państwa w komunikację publiczną. Rząd przedstawia projekt, który w wielu punktach wychodzi daleko poza europejski DSA, a przede wszystkim przyznaje szerokie, nieprecyzyjne kompetencje organom administracji zależnym od władzy wykonawczej. To tworzy ryzyko uznaniowego ingerowania w treści publikowane przez obywateli w Internecie. Dlatego składam wniosek o odrzucenie ustawy w całości, a jednocześnie, jeżeli on nie przejdzie, pełen pakiet poprawek, które zabezpieczają wolności obywatelskie i przywracają równowagę między ochroną użytkowników a prawem do swobodnej debaty publicznej. Projekt wprowadza nowy instrument: nakaz podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom, który może skutkować natychmiastową blokadą materiału, profilu lub komentarza. W wersji rządowej takie decyzje mogą wydawać: prezes UKE, prezes UOKiK, przewodniczący KRRiT. Dwa z tych trzech organów są bezpośrednio zależne od rządu, a decyzje często mają być wykonywane natychmiast, jeszcze przed kontrolą sądową. To rodzi poważne ryzyko nadużyć i otwiera drogę do tego, co w debacie publicznej określamy jako quasi-cenzurę prewencyjną. Dlatego też składamy poprawki. Nasze poprawki przenoszą kompetencje do wydawania nakazów blokowania treści z urzędników administracyjnych, w tym wypadku prezesa UKE, na niezależne sądy powszechne. Można powiedzieć, że to jest główna poprawka zabezpieczająca wolność słowa. Proponujemy również, aby były 24 godziny na przekazanie sprzeciwu do sądu, jeżeli decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności, oraz 48 godzin na rozpoznanie sprawy przez sąd. Jeżeli sąd nie zdąży, rygor natychmiastowej wykonalności automatycznie zostaje zawieszony. To minimalizuje ryzyko, że treść zostanie zdjęta na zawsze tylko dlatego, że ktoś w urzędzie uzna ją za niewygodną. Doprecyzowujemy również katalog treści i odsyłanie do art. 255 Kodeksu karnego. Projekt używa pojęć nieprecyzyjnych: pochwalanie, nawoływanie. My wiążemy je ściśle z art. 255 Kodeksu karnego, aby organy państwa działały na podstawie utrwalonych wykładni sądów, a nie własnych interpretacji. Projekt przewiduje, że spory kompetencyjne między UKE, UOKiK i KRRiT rozstrzyga prezes Rady Ministrów. To oznaczałoby możliwość wpływania przez polityka na pracę konstytucyjnego organu, jakim jest KRRiT. Nasza poprawka przekazuje tę sprawę sądom administracyjnym. Z projektu wynika, że sygnaliści, a więc podmioty zdolne do masowego zgłaszania treści, mieliby otrzymywać pieniądze od prezesa KRRiT - zresztą zostanie dla niego utworzony taki specjalny fundusz. To mechanizm, który może być wykorzystywany w sposób polityczny i niegospodarny, dlatego wykreślamy przepis o przyznawaniu możliwości decydowania sygnalistom. Nie bronimy anonimowego hejtu, nie bronimy łamania prawa, bronimy zasady, że to nie rząd, nie urzędnik, ale niezależny sąd ma decydować o tak poważnej ingerencji jak blokowanie treści w Internecie. Bronimy wolności słowa, art. 54 konstytucji, zakazu cenzury prewencyjnej, prawa obywateli do sądu, równowagi władz, zasady proporcjonalności. Projekt w obecnym kształcie budzi poważne wątpliwości konstytucyjne i może prowadzić do nadmiernej ingerencji w komunikację obywateli. Dlatego też, panie marszałku, Wysoka Izbo, ponawiam wniosek, który zapoczątkował moje wystąpienie - o odrzucenie ustawy w całości, bo w obecnym kształcie zagraża ona wolności słowa i standardom demokratycznego państwa prawa. A jeśli Izba zdecyduje o dalszym procedowaniu, apeluję o przyjęcie naszych poprawek, które gwarantują zgodność ustawy z zasadami państwa prawa oraz duchem europejskiego DSA. Bardzo dziękuję. Przebieg posiedzenia